piątek, 1 sierpnia 2014

Rozdział VIII

Poczułam przyspieszone bicie serca. Akurat w takim momencie muszę mieć jakieś przebłyski z przeszłości. Szczerze mówiąc głos Severusa w mojej głowie nie był potrzebny. Wbrew mnie? Postanowiłam podjąć decyzję która mnie uszczęśliwi.
-Tak - wyszeptałam, pozwalając by założył na mój palec pierścionek. Porwał mnie w ramiona i pocałował w czoło.
-Cieszę się, że cię mam.
Wieczorem usiedliśmy w ogrodzie, wpatrując się w gwiazdy. W pewnym momencie Pablo założył mi kosmyk włosów za ucho i przesunął swoje usta bliżej mojego policzka.
-Boisz się śmierci? - wyszeptał.
Moje serce przyspieszyło.
-Ludzie boją się śmierci, bo jej nie znają.
-A ty, Maddie, boisz się?
Pokręciłam głową. Udałam zwiewnięcie i wstałam.
-Jestem zmęczona. Idę spać - pocałowałam go szybko w policzek, i ruszyłam w stronę domu.
W nocy miałam kolejny koszmar. Stałam nad swoim martwym ciałem i chichotałam zupełnie nie swoim głosem. Wyjęłam różdżkę i podeszłam do innego ciała, leżącego na brzuchu. Powoli przewróciłam ciało na plecy. Był to mężczyzna - rozpoznałam po budowie ciała. Miał zakrwawioną twarz tak, że ciężko było go rozpoznać. Jednym ruchem różdżki oczyściłam krew i znów wybuchnęłam przeraźliwym śmiechem. Na podłodze leżał Pablo.
Obudziłam się z krzykiem.
-Maddie, kochanie, co się stało? - wymamrotał mój narzeczony, otwierając oczy.
Wyrównałam oddech i położyłam się, przytulając się do niego.
-Zły sen - mruknęłam. - Tylko sen.
Zamknęłam oczy, jednak nie mogłam zasnąć.  Wsłuchałam się w płynny oddech Pablo jak w kołysankę. To pomogło mi usunąć.
Kiedy wstałam, zostałam puste łóżko. Spięłam włosy w luźnego koka i poszłam do łazienki. Przemyłam twarz i spojrzałam w swoje zielone oczy. Tylko one zostały po dawnej Lily. Juz nie byłam tą samą osobą co kiedyś. I zaczynałam mieć wrażenie, że nie idzie to w dobrym kierunku.
Kiedy ubrałam się w czarne dresy i najluźniejszą koszulkę jaką miałam, zeszłam na dół.
Mama Pablo siedziała w salonie na kolorowej macie, w pozycji do medytacji. Na odgłos moich kroków otworzyła oczy.
-Dzień dobry - przywitałam się i usiadłam na oparciu sofy.
-Witaj, złotko - uśmiechnęła się. -Jak się spało?
-Dobrze... - wymusiłam na twarz uśmiech.
Spojrzała na mnie rozbawiona.
-Siadaj - poklepała miejsce obok siebie - dobrze ci to zrobi.
Zrobiłam co mi kazała. Wyjaśniła mi jak mam usiąść, i ułożyć ręce.
-Medytacja jest bardzo ważna w naszym życiu - spojrzała mi w oczy - musisz wejrzeć w głąb siebie. Odnaleźć w sobie spokój. To trudna sztuka, ale bardzo pomocna. Wiele problemów rozwiązałam, szukając odpowiedzi podczas medytacji.
Zamknęłam oczy i wzięłam głeboki wdech.
-To jest jak magia - wyszeptała pani Rodriguez.
Uśmiechnęłam się delikatnie.
Medytowałyśmy dwadzieścia minut, potem wstałyśmy by zrobić śniadanie.
-Zawsze pani medytuje na pusty żołądek?
Zaśmiała się melodyjnie.
-Nie, zawsze jak mój mąż jest poza domem. Nienawidzi kiedy to robię, uważa, że to strata czasu. A dziś poszedł na poranny spacer.
Spojrzałam na nią, zupełnie nie wiedząc co powiedzieć, więc milczałam. Zrobione grzanki, sałatkę i sok postawiłam na stole.
-Wiesz gdzie jest Pablo?
Uniosłam głowę.
-Nie. Obudziłam się i już go nie było.
Pani Rodriguez przygryzła dolną wargę i spuściła wzrok.
-Coś się stało?
Pokręciła głową.
-Nie, złotko. Wszystko jest w porządku.
Jednak przeczucie mówiło mi, że nie wszystko jest tak jak być powinno.
Pablo wrócił dopiero pod wieczór. Opadł zmęczony na kanapę i włączył telewizor.
Jego mama spojrzała na niego krytycznie.
-Gdzie byłeś?
Wywrócił oczami.
-Mamo, naprawdę nie muszę ci się już tłumaczyć.
-W takim razie powiedz mnie - zmrużyłam oczy.
Pokręcił głową.
-Dziewczyny, poszedłem się spotkać ze starymi kumplami. Co w tym złego?
Odłożył pilota, wstał i wyszedł.
Jego mama pokręciła głową.
-Czasem mam wrażenie, że pod jego absurdalnymi reakcjami kryje się coś więcej.

Do Hiszpanii wróciliśmy po tygodniu. Zaczęłam szukać sobie lepszej pracy, bo z pensji kelnerki nie pociągnęłabym za długo - szczególnie, że teraz wypadałoby zbierać pieniądze na ślub. Jednak co mogłabym robić, jeśli moją jedyną szkołą był Hogwart?
Amanda zaproponowała mi zaczarować dyrektora jakiejś uczelni, bym miała większe możliwości. Chciałam po prostu iść na studia, ale przypomniałam sobie, że nie byłam nawet w podstawówce. Chyba przyszedł czas na ostateczne metody. 
-Kim chcesz być? W tym momencie możesz sobie wybrać.
Spojrzałam na Amandę i zamyśliłam się. Od zawsze kochałam gotować.
-Chciałabym być szefem kuchni jakiejś dobrej restauracji.
Amanda klasnęła dłońmi.
-I pięknie! Idź, zaczaruj dyrektora jakiejś uczelni, żeby wydał ci stosowne papiery, i leć szukać pracy.
-Wciąż wydaje mi się, że to nieuczciwe...
Moja przyjaciółka zacmokała.
-Zostałaś siłą odsunięta ze swojego świata. Nie musiałabyś tego robić, gdybyś mogła żyć z magią na porządku dziennym. Musisz jakoś sobie poradzić.
Ten argument mnie przekonał. Położyłam się spać z planem na następny dzień.

~*~

Witajcie! 
Ten rozdział miał być spokojniejszy, i jest. Mam nadzieję, że zadowoliłam te osoby, które ostatnio zadowolone nie były... ;)
Dziękuję bardzo @SmallerThanDot za cenne poprawki w rozdziale oraz za przywrócenie mi wiary w pisanie. Dziękuję również bardzo mocno @cuddlewithyouxx za pokazanie mi, że to opowiadanie może się jeszcze komuś podobać ;)
Śmiało piszcie do mnie, nie tylko w komentarzach, ale i na tt :3

Pozdrawiam, Nita

4 komentarze:

  1. Fenomenalna. Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. Nie tylko w sprawie bloga.
    Ściskam cieplutko
    Szczurzynka (@SmallerThanDot)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zawsze podoba mi się strasznie, wciąga mnie strasznie, i przez Ciebie Nita muszę szukać blogów o tematyce HP i czytać nocami, żeby zaspokoić głód książkowy :D Liczę, że się szybko uwiniesz z następnym rozdziałem, bo o to, że będzie on genialny, mogę być spokojny ;)

    OdpowiedzUsuń