piątek, 29 sierpnia 2014

Rozdział X

Muszę przyznać, że słowa Pablo przywołały na moje ciało ciarki. Ostatnimi czasy tyle razy otarłam się o śmierć, a wciąż świadomość jej wywoływała u mnie okropne uczucia. Miałam wrażenie, że to nigdy nie minie - że będę się bała umierania już zawsze. Czy to źle? Kiedy byłam przetrzymywana przez Śmierciożerców jedyne czego chciałam to umrzeć, miałam dość tego co się tam działo. Teraz co innego chodziło mi po głowie - głęboko w sobie czułam, że Pablo nic mi nie zrobi. Może i to naiwne, ale jak mogłabym wierzyć, że mężczyzna, którego kocham, i który kocha mnie, zrobiłby coś by mnie zranić.
"A Severus?" cichy głosik w mojej głowie znów musiał się wtrącić.
Severus nie wiedział co robi. To nie była jego wina... oh kogo ja próbuję oszukać, to przez Severusa zostałam porwana i torturowana, przez niego musiałam zmienić nazwisko i wyjechać do Hiszpanii. To wszystko była jego wina. Czułam nienawiść, rodzącą się w moim sercu.
Usłyszałam kroki. Podniosłam głowę i ujrzałam Amandę. Powoli rozwiązała mi ręce, a ja natychmiast zaczęłam rozcierać sobie nadgarstki.
-Co się do cholery dzieje? - warknęłam.
Dziewczyna westchnęła I spojrzała na mnie smutno.
-Lily, chodzi o twoje dobro - wyszeptała.
Milczałam, a z moich oczu wręcz trzaskały błyskawice.
-Wszystko ci powiemy, ale nie teraz. Wciąż nie jesteś bezpieczna. Twoja sypialnia jest gotowa na górze, pokój numer pięć. Jeśli będziesz czegoś potrzebować, będziemy w salonie - tak po prostu... odwróciła się i wyszła. Miałam ochotę czymś w nią rzucić, ale w piwnicy nie było nic, kompletnie nic. Uderzyłam otwartą dłonią w ścianę, a do moich oczu cisnęły się łzy. Nie pozwoliłam im płynąć, mimo że miałam ochotę. Rozejrzałam się po piwnicy, a wspomnienia znów mnie dopadły. Chwile, kiedy ból ogarniał całe moje ciało, głośny śmiech ludzi, którym moje cierpienie sprawiało radość, zielone światło i martwe spojrzenie pani Lovegood. Od kiedy poznałam Pablo, te wspomnienia nie wracały, a teraz...
Potrzasnęłam głową, starając się odgonić myśli. Postanowiłam posłuchać Amandy I powoli ruszyłam po schodach, otworzyłam drzwi i weszłam do słabo oświetlonego korytarza. Usłyszałam szepty, dochodzące z salonu. W pierwszej chwili chciałam iść do nich, żądać wyjaśnień, ale nie miałam na to siły. Zaczęłam szukać pokoju numer pięć. Minęłam kilka dębowych drzwi, aż stanęłam przed tymi, których szukałam. Poczułam zaciekawienie tym, co zastanę w środku. Może zwykły, nudny pokój, ale miałam wrażenie, że tym razem będę zaskoczona.
Pchnęłam drzwi i otworzyłam szeroko oczy, oszołomiona.
Pokój wyglądał jak z amerykańskiego filmu - wielkie łoże, jasne meble, wielkie okno, a za nim widok na plażę i morze. Na chwilę zwątpiłam... przecież jesteśmy w lesie.
Z sufitu wisiał diamentowy żyrandol, a ściany przyozdabiały piękne kwiaty, narysowane pewnie jakimś szablonem. Weszłam głębiej, a gdy się odwróciłam, mało nie krzyknęłam z zachwytu. Cała ściana była wymalowana mną i Pablo w różnych sytuacjach - kiedy siedzieliśmy nad jeziorem i patrzyliśmy sobie w oczy, jak siedzieliśmy na tarasie u jego rodziców i graliśmy w karty, a na środku oświadczyny. Jakby ktoś zrobił nam zdjęcia, a potem je wszystkie połączył w jedno i namalował na ścianie. I chyba czułam kto to zrobił... i byłam naprawdę zaskoczona, może nawet poczułam się szczęśliwa?
Wzięłam wdech i podeszłam do okna. Powoli przejechałam dłonią po szybie.
-To nie jest prawdziwy widok - usłyszałam męski głos. Gwałtownie się odwróciłam. - Mój kolega od efektów specjalnych to zrobił. Wygląda jakby się mieszkało na plaży, i mimo że całe okno jest zasłonięte, światło dzienne normalnie dochodzi do pokoju.
Uśmiechnął się. Ten jego uśmiech wciąż działał na mnie tak samo. Jednak tym razem nie uległam. Spojrzałam na niego ze złością.
-Chcę wiedzieć...
-Nie możesz - przerwał mi cicho - jeszcze nie teraz.
-Wyjdź...
-Lily...
-Wyjdź! - krzyknęłam - nie obchodzi mnie to skąd wiesz jak mam naprawdę na imię, ani dlaczego tu jestem! - łzy znów cisnęły się do moich oczu, ale poraz kolejny nie dałam im płynąć. -Już wiem, że cały czas mnie okłamywaliście, nie chcę wiecej tego słuchać!
Pablo uniósł dłonie w poddańczym geście i wyszedł z pokoju.
Usiadłam na łóżku i zamrugałam kilka razy powiekami.
Sama już nie wiedziałam jakie uczucia w sobie dusiłam - złość, strach, zawód na ludziach, którym ufałam - wszystko w jednym. Miałam wrażenie, że mój umysł zaraz eksploduje. Opadłam na łóżko całym ciałem i zamknęłam oczy. Tak bardzo chciałabym mieć normalne życie...
Usłyszałam trzaśnięcie drzwiami wejściowymi i kilka męskich głosów. Zaciekawiona wstałam I zajrzałam do korytarza, nasłuchując. Rozmawiali, co chwilę wybuchając śmiechem, jednak nic nie rozumiałam. Musiałam podejść bliżej. Najpierw chciałam się ukrywać, a potem stwierdziłam, że to nie ma sensu, nie jestem jakąś niedojrzałą nastolatką. Weszłam pewnym krokiem do salonu.
Pomieszczenie było ogromne, bogato ozdobione - szklane półki, jakieś puchary i medale, błyszcząca podłoga... na fotelach i kanapie siedzieli goście.
Pablo wstał i stanął obok mnie.
-Lily, to są moi przyjaciele, którzy będą nam pomagać cie chronić - wskazał na mężczyznę w brązowych lokach - To Ash, nasz bad boy, który jednak czasem okazuje trochę uczuć - uśmiechnął się do kumpla, który odwzajemnił uśmiech. - Connor - wskazał na blondyna z szerokim uśmiechem - jakbyś miała zły humor on zawsze ci go poprawi - nadszedł czas na chłopaka w niebieskich włosach - Mike, kiedy dostaje w ręce gitarę jest szaleńcem, ale w rzeczywistości to największy romantyk - przeniosłam wzrok na ostatniego chłopaka i aż mnie zamurowało - Tris, jest najbardziej spokojny z nas wszystkich, gardzi przemocą i tak dalej... - machnął ręką i zaśmiał się.
Mi nie było do śmiechu. Temu, który gardzi przemocą, największą radość sprawiało torturowanie mnie gdy byłam w Kwaterze Śmierciożerców...

~*~

Tadam.
Wiem, trochę się spóźniłam z tym rozdziałem, ale wiecie... szkoła i te sprawy. Szczególnie, że ja zaczęłam nowy rozdział w moim życiu, dlatego chcę żeby wszystko było tak jak być powinno.
Nie zostawię pisania, na pewno nie... ale prawda jest taka, że nie mam kontroli nad tym, kiedy mam wenę a kiedy nie... musicie mi to wybaczyć.
Rozdział jest krótki, ale nie umiałam inaczej tego zrobić. Lepiej żeby był krótki, niż żeby pojawił się później, prawda?

Pozdrawiam, Nita

sobota, 16 sierpnia 2014

Rozdział IX

Kiedy wstałam, od razu tworzyłam w głowie scenariusze, w których wyniku miałabym zdobyć uprawnienia do pracowania w kuchni. Właściwie mogłabym zaczarować właściciela restauracji, bez załatwiania papierów... jednak wolałam nie. Jeśli muszę do końca życia zachowywać się jak mugol, powinnam mieć jakąś podstawę.
Po śniadaniu pożegnałam się z Amandą, złapałam torebkę i wyszłam z domu. Wsiadłam do autobusu. Zdecydowanie wolałam jeździć niż się teleportować. Już nie chodziło o to, że mógłby mnie ktoś przyłapać - za każdym razem jak jechałam, skupiałam się na migających obok budynkach, drzewach, mogłam odpłynąć w marzenia, tworzyć w głowie różne historie. Jadąc, zawsze też obserwuję ludzi, i dorabiam im historie. Z pewnością żadna ani trochę nie jest podobna do prawdziwych, jednak to nie miało znaczenia.
Wysiadłam przed moim miejscem pracy, i pewnym krokiem weszłam do środka. Minęłam stoliki, potem ladę, aż znalazłam się na zapleczu. Mój szef siedział na kanapie, przeglądając jakieś papiery. Kiedy weszłam, uniósł głowę.
-Co się stało? Problem z klientem?
Pokręciłam głową i wzięłam głęboki wdech.
-Zwalniam się.
Mężczyzna wstał i podszedł do mnie, zatrzymując się zaledwie kilka kroków.
-Nie możesz mi tego zrobić.
-Nie mam wyjścia - położyłam na stole wypowiedzenie. -Jestem pewna, że kogoś pan znajdzie...
Widać było, że zdenerwowała go moja decyzja. Złapał mnie za włosy tak, że mogłam ujrzeć Mroczny Znak na jego przedramieniu. Jęknęłam upadając na podłogę. Doczołgałam się pod szafę, wyciągając zza koszuli różdżkę. Wystrzeliłam zaklęcie rozbrajające i wybiegłam z restauracji. Wsiadłam do pierwszego lepszego autobusu i pojechałam przed siebie.
Kiedy znalazłam się w dzielnicy, której zupełnie nie rozpoznawałam, zdecydowałam się wysiąść - nie wiadomo jak daleko bym jeszcze zajechała. Rozejrzałam się w poszukiwaniu jakiejś informacji, jednak niczego w zasięgu mojego wzroku nie było. Dopiero zwróciłam uwagę na przyspieszone bicie mojego serca i oddech, który był zdecydowanie nierówny. Spróbowałam się uspokoić i dopiero wtedy mogłam zacząć myśleć nad tym co się stało. Mój szef okazał się Śmierciożercą... Pytanie czy to przypadek. Raczej nie, przecież gdyby mnie nie znał, nie zareagowałby tak na moje odejście. Musiał być przez kogoś wysłany, i nawet wiem przez kogo. Przez cały czas mnie obserwował, od kiedy myślałam, że uwolniłam się od mojej przeszłości. Okazało się, że moja przeszłość tak naprawdę wcale mnie nie opuściła. Szła za mną krok w krok, czekając na odpowiedni ruch, by się pokazać ponownie.
"Od przeszłości nie uciekniesz" usłyszałam w swojej głowie, i niestety musiałam się z tym zgodzić.
Ruszyłam przed siebie, czując się coraz mniej pewnie. Otaczały mnie stare kamienice, nie było tu praktycznie żadnych miejsc publicznych, jeśli nie licząc starych pubów, które nie zachęcały do odwiedzin.
Usłyszałam za sobą kroki, żołądek podszedł mi do gardła, a nogi nawiedziły mrówki. Obejrzałam się i ujrzałam mężczyznę w dresie i bluzie. Na głowę zarzucony miał kaptur, jednak podświadomie wiedziałam, że jest to ktoś młody. Przyspieszyłam kroku, jednak chłopak również. Nawiedziły mnie obrazy z dni, które spędziłam w Kwaterze Śmierciożerców, i poczułam zimną falę potu zalewającą moje ciało. Zaczęłam biec, I skręciłam w jakąś uliczkę. Wyciągnęłam różdżkę - czas na ostateczne wyjście - i teleportowałam się do domu.
Na szczęście Amandy nie było. Zamknęłam wszystkie wyjścia i opadłam na kanapę.
-Uspokój się - powiedziałam do siebie i zamknęłam oczy, by posłuchać własnej rady. Kiedy poczułam, że serce zaczęło bić normalnym rytmem, wstałam i poszłam zrobić obiad.
Kiedy moja przyjaciółka wróciła, opowiedziałam jej wszystko co mnie spotkało. Patrzyła na mnie z otwartą buzią, pewnie nie zauważając, że jej widelec z jedzeniem zatrzymał się w powietrzu.
-Spokojnie, może to zbieg okoliczności - powiedziała po chwili. -Nie dajmy się zwariować.
Tej nocy naprawdę nie mogłam zasnąć.

Następnego dnia obudziła mnie Amanda. Przyniosła mi kubek z kawą. Przewróciłam się na drugi bok, mamrocząc pod nosem żeby sobie poszła. Ona jednak uparcie siedziała na krześle i wpatrywała się we mnie, póki na nią nie spojrzałam.
-Co?
Dziewczyna westchnęła i podsunęła mi kubek bliżej. Wciąż milczała jak zaklęta. Wypiłam powoli kawę, z towarzyszącym zniecierpliwionym szukaniem długich paznokci Amandy o półkę. W końcu odłożyłam kubek i spojrzałam na nią nieco zirytowana.
-O co chodzi?
-Lily, chcielibyśmy żebyś pojechała z nami w pewno miejsce.
-Z kim jeszcze?
-Z Pablo.
Przez chwilę milczałam, zupełnie zdezorientowana. Najwyraźniej mój mózg się jeszcze do końca nie obudził, i nie łączył wątków.
-Nie rozumiem.
-Wycieczka - rzuciła zniecierpliwiona. Po jej zachowaniu wyczułam, że to nie będzie zwykła "wycieczka". Szybko się ubrałam w standardowe krótkie spodenki i t-shirt, po czym wyszłam z pokoju. Na dole stała moja walizka, a obok niej Pablo. Opierał na niej dłoń.
-Chodźcie - złapał mnie za ramię, trochę zbyt natarczywie pchnął mnie do przodu. Stanęłam dosłownie przed progiem i spojrzałam na niego z lekkim wyrzutem.
-Pablo coś mi tu nie gra.
Nie zdążyłam się zorientować co chce zrobić, a już wisiałam na jego ramieniu, przerzucona jak worek ziemniaków. Zaczęłam go bić po plecach, krzyczeć żeby mnie puścił, ale to nic nie dało. Po kilku sekundach siedziałam na tylnym siedzeniu, a obok mnie rzucili walizkę. Pablo usiadł za kierownicą, a Amanda po stronie pasażera.
-Chcę do cholery wiedzieć co się dzieje! - krzyknęłam i złapałam dziewczynę za włosy.
-Wariatko przestań! - jęknęła z bólu i złapała mnie za nadgarstek.
-To jest porwanie, nie chce nigdzie z wami jechać.
Amanda wykręciła mi rękę i pchnęła mnie do tylu.
-To dla twojego dobra - wyciągnęła różdżkę i jednym machnięciem mnie związała. Nie miałam pojęcia co zrobić, byłam totalnie bezsilna. Nie odezwałam się ani słowem do końca drogi.
Wjechaliśmy w jakieś pole, wokół były tylko lasy, żadnej cywilizacji. Zatrzymaliśmy się pod starym, zniszczonym domem. Zostałam wyciągnięta przez Pablo i ponownie przerzucona przez ramię. Zaczął mnie boleć żołądek. W powietrzu unosił się zapach świeżo skoszonej trawy i starego siana. Jako dziecko uwielbiałam te zapachy, kojarzyły mi się z beztroskim latem na wsi u dziadków.
Kiedy znaleźliśmy się w domu, zostałam zaniesiona do piwnicy. Tam Pablo położył mnie na przeniesionym wcześniej końcu.
Spojrzałam w jego oczy.
-Ufałam ci - wyszeptałam ze łzami w oczach. -Zaufałam ci, mieliśmy się pobrać... A ty...
Położył mi wskazujący palec na ustach.
-Lily nie zrobię ci krzywdy. Jesteś tu po to, byśmy mogli cie ochronić.
Prychnęłam i zrobiłam sceptyczną minę.
-Ciekawe przed czym.
-Przed śmiercią w torturach.

~*~

Nie wiem czy ten rozdział jest tak długi jak byście chcieli, nie umiem ocenić tego na telefonie. W każdym razie jest taki jaki jest. Starałam się dodać więcej opisów, nie wiem czy mi się to udało - ale musiałam też dodać akcje. Mam nadzieję, że Was nie zawiodłam.
Ten rozdział napisałam w... godzinę. Może dlatego wydaje mi się dziwny. Ale naprawdę nie mam pomysłu na to opowiadanie. Staram się jak mogę. Z pewnością niedługo się zakończy, ale sama nie wiem jak.
Jeśli macie pytania, czy prośby, śmiało piszcie w komentarzach bądź na maila nitastyles3@gmail.com

Pozdrawiam, Nita

piątek, 1 sierpnia 2014

Rozdział VIII

Poczułam przyspieszone bicie serca. Akurat w takim momencie muszę mieć jakieś przebłyski z przeszłości. Szczerze mówiąc głos Severusa w mojej głowie nie był potrzebny. Wbrew mnie? Postanowiłam podjąć decyzję która mnie uszczęśliwi.
-Tak - wyszeptałam, pozwalając by założył na mój palec pierścionek. Porwał mnie w ramiona i pocałował w czoło.
-Cieszę się, że cię mam.
Wieczorem usiedliśmy w ogrodzie, wpatrując się w gwiazdy. W pewnym momencie Pablo założył mi kosmyk włosów za ucho i przesunął swoje usta bliżej mojego policzka.
-Boisz się śmierci? - wyszeptał.
Moje serce przyspieszyło.
-Ludzie boją się śmierci, bo jej nie znają.
-A ty, Maddie, boisz się?
Pokręciłam głową. Udałam zwiewnięcie i wstałam.
-Jestem zmęczona. Idę spać - pocałowałam go szybko w policzek, i ruszyłam w stronę domu.
W nocy miałam kolejny koszmar. Stałam nad swoim martwym ciałem i chichotałam zupełnie nie swoim głosem. Wyjęłam różdżkę i podeszłam do innego ciała, leżącego na brzuchu. Powoli przewróciłam ciało na plecy. Był to mężczyzna - rozpoznałam po budowie ciała. Miał zakrwawioną twarz tak, że ciężko było go rozpoznać. Jednym ruchem różdżki oczyściłam krew i znów wybuchnęłam przeraźliwym śmiechem. Na podłodze leżał Pablo.
Obudziłam się z krzykiem.
-Maddie, kochanie, co się stało? - wymamrotał mój narzeczony, otwierając oczy.
Wyrównałam oddech i położyłam się, przytulając się do niego.
-Zły sen - mruknęłam. - Tylko sen.
Zamknęłam oczy, jednak nie mogłam zasnąć.  Wsłuchałam się w płynny oddech Pablo jak w kołysankę. To pomogło mi usunąć.
Kiedy wstałam, zostałam puste łóżko. Spięłam włosy w luźnego koka i poszłam do łazienki. Przemyłam twarz i spojrzałam w swoje zielone oczy. Tylko one zostały po dawnej Lily. Juz nie byłam tą samą osobą co kiedyś. I zaczynałam mieć wrażenie, że nie idzie to w dobrym kierunku.
Kiedy ubrałam się w czarne dresy i najluźniejszą koszulkę jaką miałam, zeszłam na dół.
Mama Pablo siedziała w salonie na kolorowej macie, w pozycji do medytacji. Na odgłos moich kroków otworzyła oczy.
-Dzień dobry - przywitałam się i usiadłam na oparciu sofy.
-Witaj, złotko - uśmiechnęła się. -Jak się spało?
-Dobrze... - wymusiłam na twarz uśmiech.
Spojrzała na mnie rozbawiona.
-Siadaj - poklepała miejsce obok siebie - dobrze ci to zrobi.
Zrobiłam co mi kazała. Wyjaśniła mi jak mam usiąść, i ułożyć ręce.
-Medytacja jest bardzo ważna w naszym życiu - spojrzała mi w oczy - musisz wejrzeć w głąb siebie. Odnaleźć w sobie spokój. To trudna sztuka, ale bardzo pomocna. Wiele problemów rozwiązałam, szukając odpowiedzi podczas medytacji.
Zamknęłam oczy i wzięłam głeboki wdech.
-To jest jak magia - wyszeptała pani Rodriguez.
Uśmiechnęłam się delikatnie.
Medytowałyśmy dwadzieścia minut, potem wstałyśmy by zrobić śniadanie.
-Zawsze pani medytuje na pusty żołądek?
Zaśmiała się melodyjnie.
-Nie, zawsze jak mój mąż jest poza domem. Nienawidzi kiedy to robię, uważa, że to strata czasu. A dziś poszedł na poranny spacer.
Spojrzałam na nią, zupełnie nie wiedząc co powiedzieć, więc milczałam. Zrobione grzanki, sałatkę i sok postawiłam na stole.
-Wiesz gdzie jest Pablo?
Uniosłam głowę.
-Nie. Obudziłam się i już go nie było.
Pani Rodriguez przygryzła dolną wargę i spuściła wzrok.
-Coś się stało?
Pokręciła głową.
-Nie, złotko. Wszystko jest w porządku.
Jednak przeczucie mówiło mi, że nie wszystko jest tak jak być powinno.
Pablo wrócił dopiero pod wieczór. Opadł zmęczony na kanapę i włączył telewizor.
Jego mama spojrzała na niego krytycznie.
-Gdzie byłeś?
Wywrócił oczami.
-Mamo, naprawdę nie muszę ci się już tłumaczyć.
-W takim razie powiedz mnie - zmrużyłam oczy.
Pokręcił głową.
-Dziewczyny, poszedłem się spotkać ze starymi kumplami. Co w tym złego?
Odłożył pilota, wstał i wyszedł.
Jego mama pokręciła głową.
-Czasem mam wrażenie, że pod jego absurdalnymi reakcjami kryje się coś więcej.

Do Hiszpanii wróciliśmy po tygodniu. Zaczęłam szukać sobie lepszej pracy, bo z pensji kelnerki nie pociągnęłabym za długo - szczególnie, że teraz wypadałoby zbierać pieniądze na ślub. Jednak co mogłabym robić, jeśli moją jedyną szkołą był Hogwart?
Amanda zaproponowała mi zaczarować dyrektora jakiejś uczelni, bym miała większe możliwości. Chciałam po prostu iść na studia, ale przypomniałam sobie, że nie byłam nawet w podstawówce. Chyba przyszedł czas na ostateczne metody. 
-Kim chcesz być? W tym momencie możesz sobie wybrać.
Spojrzałam na Amandę i zamyśliłam się. Od zawsze kochałam gotować.
-Chciałabym być szefem kuchni jakiejś dobrej restauracji.
Amanda klasnęła dłońmi.
-I pięknie! Idź, zaczaruj dyrektora jakiejś uczelni, żeby wydał ci stosowne papiery, i leć szukać pracy.
-Wciąż wydaje mi się, że to nieuczciwe...
Moja przyjaciółka zacmokała.
-Zostałaś siłą odsunięta ze swojego świata. Nie musiałabyś tego robić, gdybyś mogła żyć z magią na porządku dziennym. Musisz jakoś sobie poradzić.
Ten argument mnie przekonał. Położyłam się spać z planem na następny dzień.

~*~

Witajcie! 
Ten rozdział miał być spokojniejszy, i jest. Mam nadzieję, że zadowoliłam te osoby, które ostatnio zadowolone nie były... ;)
Dziękuję bardzo @SmallerThanDot za cenne poprawki w rozdziale oraz za przywrócenie mi wiary w pisanie. Dziękuję również bardzo mocno @cuddlewithyouxx za pokazanie mi, że to opowiadanie może się jeszcze komuś podobać ;)
Śmiało piszcie do mnie, nie tylko w komentarzach, ale i na tt :3

Pozdrawiam, Nita