wtorek, 3 września 2013

Verstaile Blogger Award

Zostałam nominowana do Verstaile Blogger Award! Nigdy bym się tego nie spodziewała! ;)
Zasady:
1. Podziękować nominującemu bloggerowi (na jego blogu)
2. Pokazać nagrodę na swoim blogu,
3. Ujawnić 7 faktów o sobie.
4. Nominować 7 (lub więcej) blogów.
5. Poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów.

7 faktów o mnie :

1. Jestem Potterhead od ośmiu lat.
2. Uwielbiam pisać książki, czytać książki, tańczyć, śpiewać i rysować.
3. W przyszłości chciałabym być dziennikarką.
4. Nienawidzę odgłosu mlaskania, chamskiego siorbania, i drapania paznokciem po kartce.
5. Miałam się nazywać Natalia, jednak jestem Julka ;D
6. Miałam kiedyś przez 7 lat dwie tchórzofretki, które były jak członkowie rodziny. Zmarły rok temu ;(
7. Uwielbiam "Pamiętniki Wampirów" jako serial ;)

Nominowane blogi:


Zostałam nominowana przez : http://sorry-i-must-kill-you-baby.blogspot.com/ - dziękuję <33

sobota, 31 sierpnia 2013

Uwaga!

Cześć kochani!
Widzę, że wciąż wchodzicie na tego bloga, bo odsłonięcia rosną ;) Cieszy mnie to bardzo ;]
Jak na razie, rozdział V się nie pojawi. Pytacie "dlaczego" odpowiadam "bo wena uciekła mi bardzo daleko".
Już rozpoczęcie roku. Za dwa dni. A ja cały tydzień miałam próby do występu. Nie miałam czasu żeby pisać. I zacznie się nowy rok... A ja muszę mieć pasek na koniec... Oczywiście pisać będę, jednak już nie tak często. Mam nadzieję, że zrozumiecie ;)
Jeśli chcecie się ze mną skontaktować to TUTAJ .

Pozdrawiam, Nita

środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział IV

Chciałam zacząć błagać go o życie... Nie miałam siły. Moje usta nawet się nie otworzyły. Po moich policzkach płynęły łzy, a moje zielone oczy błyszczały bólem. Pozwoliłam, żeby moje powieki opadły. Wtedy usłyszałam jak w pomieszczeniu pojawia się nowa osoba.
-Lucjusz, oszczędź ją. - znałam ten głos aż za dobrze.
Lekko uniosłam zmęczone powieki i ujrzałam jak Narcyza kładzie dłoń na ramieniu męża.
-Przecież wiesz, że nie ode mnie to zależy. - powiedział ochryple.
-Możemy powiedzieć Czarnemu Panu, że coś z niej wyciągniemy... Nie wiem cokolwiek. Ona na to nie zasługuje. - wyszeptała i wyjęła mu różdżkę z dłoni. Mężczyzna westchnął i zmieniając się w dym, wyleciał z pomieszczenia.
Narcyza kucnęła przy mnie i uniosła moją głowę. Wyjęła zza szaty jakiś flakonik i wlała mi go do ust.
-Trzymaj się. - wyszeptała i zniknęła.
Moja głowa ponownie opadła na ziemię.

Nie wiem jak długo spałam. Moje ciało było obolałe, zmęczone, jednak mój umysł jeszcze bardziej. Gdy wstałam, nie wiedziałam czy to dzień, czy noc. Nie miałam okien w celi. Wiem tylko, że zostałam przebrana w normalne ciuchy, i nie siedziałam już w mojej piżamie. Miałam na sobie czarne rurki, niebieską bluzkę na ramiączkach i czarny żakiet. Przeszedł mnie dreszcz na myśl o tym, co mogli robić ze mną, zupełnie bezwładną.
W pewnym momencie przed oczami stanęła mi przed oczami Narcyza.
-Dobrze się czujesz? - spytała kładąc obok mnie talerz z jedzeniem i szklankę z wodą.
Pokręciłam głową. Miałam do niej wiele pytań, jednak bałam się je zadać. Może nie bałam się samej osoby, jednak odpowiedzi na nie.
Widząc jedzenie nagle zaburczało mi porządnie w brzuchu. Łapczywie rzuciłam się na posiłek.
-Spałaś dwa dni. - powiedziała siadając na przeciwko mnie. -Bałam się, że już się nie obudzisz.
Spojrzałam na nią.
-Dlaczego mnie bronisz? - spytałam przestając przeżuwać.
-Uważam, że nie powinnaś cierpieć przez błąd osoby, którą kochasz. Nie jesteś niczemu winna. To miłość cię zgubiła.
Przełknęłam ślinę i westchnęłam. Gdy zjadłam wszystko co było na talerzu wypiłam wodę i oparłam głowę o ścianę.
-Severus popełnił parę błędów... - zaczęłam cicho.
-I ty za nie obrywasz. - dokończyła Narcyza a ja uśmiechnęłam się słabo.
-W imię miłości warto, prawda?
Blondynka pokręciła głową.
-Chodź. - wstała otrzepując szatę. Złapała mnie za rękę i pociągnęła ku górze.
-Co robisz? - spytałam zakładając czarne szpilki stojące obok.
-Nikt nie wie że przeżyłaś. Nawet Severus. Może nawet nie będzie cię szukał. - wyszeptała mi do ucha -Nie wychylaj się, unikaj miejsc w których możesz zostać zdemaskowana. Zmień wygląd i mieszkanie. Załatw sobie nową tożsamość.
Przełknęłam głośno ślinę widząc jak bardzo jest poważna.
-Teraz przeniosę cię do miejsca, gdzie możesz zacząć nowe życie. Proszę, wykorzystaj moje poświęcenie. - jeszcze bardziej ściszyła głos. Objęła mnie ramionami i po chwili poczułam jak moje ciało robi się leciutkie i przed oczami zrobiło mi się czarno. Po chwili poczułam jak lądujemy na jakiejś trawie. Złapałam równowagę i spojrzałam na kobietę.
-Dziękuję. - wyszeptałam ze łzami w oczach.
Narcyza uśmiechnęła się i zniknęła.
Rozejrzałam się i zauważyłam, że jestem w miejscu, którego zupełnie nie poznawałam.
W okół mnie była praktycznie sama łąka. Tylko jeden dom stał zupełnie sam. Ruszyłam w jego kierunku. Był bardzo wysoki. Miał chyba z cztery piętra i był bardzo zadbany. Choć nie miał bramy, działkę ogradzały wielkie żywopłoty. Podeszłam do drzwi i zapukałam głośno. Rozległ się trzask pękających talerzy i odgłos kroków. Po chwili w drzwiach stanęła wysoka szatynka z brązowymi oczami. Miała przyjazną twarz, jednak mój widok nieco ją zdziwił.
-Przepraszam, że niepokoję... - zaczęłam, jednak dziewczyna machnęła ręką i pociągnęła mnie do środka. Z szerokim uśmiechem posadziła mnie na kanapę i chwilę później usiadła obok.
-Jestem Amanda. - przedstawiła się wyciągając ku mnie dłoń.
-Lily. - powiedziałam ściskając nieśmiało jej rękę.
-Masz ochotę na herbatę, sok, kawę, piwo kremowe? - zaproponowała wstając.
-Nie. - zaprzeczyłam szybko -Dziękuję. Naprawdę.
Amanda usiadła z powrotem.
-No więc, skąd się tu wzięłaś?
-A... Gdzie jesteśmy? - spytałam czując się jak totalna idiotka. Dziewczyna zaśmiała się.
-Jesteśmy niedaleko miasta Valladolid. - odpowiedziała wskazując na ledwo widoczne z daleka budynki.
-Vall co? - uniosłam brwi nie mogąc przypomnieć sobie takiego miasta w Anglii.
-Hiszpania.
Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia.
Hiszpania? Przecież to prawie tysiąc mil z Londynu. Potarłam czoło zdenerwowana. Co ja zrobię nie znając hiszpańskiego, nie mając pieniędzy ani nikogo, kto mógłby mi pomóc. Zamknęłam oczy próbując powstrzymać je przed wylaniem łez na policzki. Znów się wszystko sypie. Westchnęłam przeciągle zapominając, że jestem obserwowana.
-Masz jakiś problem? - usłyszałam głos szatynki i spojrzałam na nią. Przełknęłam ślinę i wyjaśniłam jej co się stało. No, tak z grubsza, bo akurat więzienie w Kwaterze Śmierciożerców sobie oszczędziłam.
Dziewczyna przygryzła dolną wargę i spojrzała na mnie smutno.
-To przykre. Też mnie kiedyś zostawił chłopak i musiałam zacząć wszystko na nowo. - powiedziała i poklepała mnie po ramieniu. -Zostań u mnie jakiś czas. Znajdziesz sobie pracę, zarobisz na mieszkanie.
Pokręciłam szybko głową.
-Nie. Nie zamierzam wtrącać się w twoje życie. - zaprzeczyłam kładąc sobie dłonie na kolanach.
-Przestań, mieszkam sama, strasznie się tu nudzę. - dziewczyna zaśmiała się i puściła mi oczko. -Jestem przekonana, że będzie nam się wspaniale mieszkało. - powiedziała śmiało.
-Amando, nie wiem... - powiedziałam przeciągając ostatnie wyrazy. -Nie chciałabym...
-Przestań. - przerwała mi chichocząc. -Chcę żebyś tu zamieszkała.
Parsknęłam śmiechem.
-Byłoby wspaniale. - powiedziałam zrezygnowanym tonem a szatynka pisnęła i przytuliła mnie mocno.
Minął miesiąc. Udało mi się zdobyć pracę jako kelnerka w jakiejś mugolskiej restauracji. Pracowałam całe dnie i już byłam bliska wynajęcia sobie domu. Tak jak Narcyza mi doradziła, zmieniłam nazwisko. Dziś nazywałam się Maddeline Lily Smith. Mam blond, sięgające do ramion, proste włosy i zmieniłam styl ubierania. W mojej szafie przeważały rockowe rurki, czarne kurtki, kolorowe t-shirty i szpilki. Nie czułam się dobrze w tym stylu. Chciałam znów czarować i żyć tak jak lubię. Niestety teraz nie mogłam.
Amanda nie wiedziała o mojej przeszłości i kim jestem naprawdę, i nie zamierzałam jej mówić. To by było... najgorsze co mogłabym zrobić.
Wieczory i weekendy spędzałyśmy razem. Chodziłyśmy na zakupy, szukałyśmy dla mnie domu do wynajęcia i wypady kończyłyśmy gorącą czekoladą. Musiałam przyznać, że Amanda była naprawdę niesamowita. Zapewniła mi dach nad głową, ale przede wszystkim była miła i nie pytała o prawdziwy powód pojawienia się tu. Czułam, że ona się domyśla, iż nie byłam z nią do końca szczera. Może ją to nie interesowało, a może po prostu wolała poczekać aż bliżej się poznamy.

Nadeszła sobota. Na dziś miałyśmy zaplanowany wyjazd do miasta. Chciałyśmy odstresować się po tygodniu pracy podczas szału zakupów, jednak ten ranek coś zmienił. Wstałam chyba o piątej, obudzona jakimś hałasem. Po cichu zeszłam na dół po schodach i ujrzałam Amandę z różdżką w dłoni. Przestawiała garnki, choć tak naprawdę to garnki same się ustawiały. Zasłoniłam usta dłonią i podeszłam do niej.
-Jesteś...? - spytałam i wskazałam na różdżkę w jej dłoni.
-Nie, to tylko kijek. - powiedziała szybko wrzucając przedmiot na szafkę.
Parsknęłam śmiechem.
-Gryffindor? - uniosłam brwi a ona otworzyła szeroko oczy.
-Ravenclaw - powiedziała i zaśmiała się. -Jak dobrze, jednak jesteśmy w tym razem.
Pokiwałam głową i pozwoliłam by mnie uścisnęła.

~*~

No i mamy czwarty rozdział. Zawiodłam się sama na sobie, ale musiałam to szybko dokończyć. Obiecałam Wam rozdział, no i się pojawił.
Obiecuję, że w kolejnym będzie już tylko lepiej ;)

Gratuluję Monice, która wygrała konkurs. Amanda to jest jej postać ;)

Dziękuję za 575 wejść! Jesteście NIESAMOWICI!
Komentujcie jeśli Wam się podoba, lub nie. Po prostu dajcie znak, że czytacie.


Pozdrawiam, Nita

środa, 7 sierpnia 2013

Rozdział III

Straciłam poczucie czasu. Wpatrywałam się w ścianę przede mną, a jedyna lampka, która oświetlała to pomieszczenie, z każdą minutą gasła. Gdy zrobiło się zupełnie ciemno, zaczęłam się denerwować. Nie widziałam nic, i zrobić również nie miałam możliwości. Zamknęłam oczy i oddałam się snu.

Usłyszałam trzask i ktoś zapalił światło. Gdy usiadłam ujrzałam Severusa. Kucnął przy mnie i rozwiązał mi nogi i ręce.
-Seve...
-Cii. - wyszeptał mi do ucha. -Chcę ci pomóc.
-Zabierz mnie stąd. - mruknęłam prawie ze łzami w oczach.
Pomógł mi wstać.
-Ale nie teraz. - powiedział zamieniając się w czarny dym i wyleciał przez ścianę.
-SEVERUS! - wydarłam się i podbiegłam do ściany, za którą zniknął. Zaczęłam walić w ścianę rękoma i łkać. -Wróć tu! - krzyknęłam i osunęłam się po ścianie.
-Lily... - jakiś głos rozległ się echem po pomieszczeniu. Rozejrzałam się, ale nikogo nie było. -Lily... - biegałam od rogu do rogu nasłuchując głosu.

-Lily... - otworzyłam oczy i przed sobą ujrzałam nieznaną mi twarz.
Od razu ożywiłam się i usiadłam. Chciałam zacząć krzyczeć, jednak doszłam do wniosku, że to nie ma sensu.
-Jestem Narcyza Malfoy. - kobieta miała odstające kości policzkowe i surową twarz. Jednak jej oczy były pełne ciepła i troski. -Przyniosłam ci posiłek. - odstawiła talerz, a obok niego szklankę z wodą i wstała by odejść.
-Poczekaj! - krzyknęłam za nią i chciałam wstać, jednak ręce i nogi miałam związane. Kobieta odwróciła się. -Gdzie ja jestem i dlaczego?
Ona poprawiła długie włosy opadające jej na ramiona i westchnęła.
-Nie powinnam, ale uważam, że jesteś tu najbardziej poszkodowana... - spojrzała na mnie z bólem. - Kwatera Główna Śmierciożerców, daleko od twojego domu. - zacięła się i cofnęła. - A dlatego, że Snape odszedł od Czarnego Pana, który nie chce mu tego wybaczyć.
Na te słowa zmieniła się w czarny dym i wyleciała przez ścianę.
Westchnęłam i pomasowałam wolne od taśmy nadgarstki. Spojrzałam na talerz ze skromnym śniadaniem i zaburczało mi w brzuchu. Rozpoczęłam... śniadanie, obiad czy kolację? Domyślałam się, że to pierwsze.
Jak zjadłam, rozwiązałam sobie nogi. Znów usiadłam pod ścianą i zamknęłam oczy.
Mój sen... Severus, który nie może mi pomóc.
Nie może, czy nie chce?
Oo nie. Na pewno chce. Przypomniałam sobie o czym mówili mężczyźni, którzy mnie tu przyprowadzili. Coś o tym, że... Severus musi coś dla nich zrobić... Ale co? Pokręciłam głową i oparłam głowę o ramię i usłyszałam trzask. Otworzyłam oczy i ujrzałam tych samych dwóch mężczyzn. Choć mieli maski, rozpoznałam ich po budowie. Byli ogromni i mieli wielkie mięśnie. Tym razem mieli ze sobą jakąś kobietę. Miała długie do pasa blond włosy i była bardzo szczupła. Wyglądała jak modelka...
Zabrakło mi tchu.
-Pani Lovegood! - krzyknęłam na co cała trójka się odwróciła. Mężczyźni wybuchli głośnym śmiechem i pchnęli ją ku mnie, po chwili znikając.
Kobieta upadła na kolana, z których poleciała krew. Miała związane kostki i nadgarstki jak ja wcześniej. Podbiegłam do niej i rozwiązałam ją.
-Boże, pani Lovegood. - wyszeptałam pomagając jej usiąść. Kobieta miała osiniaczoną twarz i rozcięte ramię. -Co oni pani zrobili? Dlaczego?
Kobieta pokręciła głową i zaczęła płakać.
-Poszłam na zakupy... Wtedy poczułam uderzenie w głowę i zemdlałam. Obudziłam się w trakcie przenosin tu. - wyszeptała ściągając dłonią krew z kolan.
-Co z Luną? - spytałam przerażona. Kobieta nie odpowiedziała tylko wybuchnęła płaczem.
Pokiwałam głową ze smutkiem.
-Jest sama. W domu. - załkała a gorzkie łzy poleciały jej po policzkach. Nawet ich nie starła.
Objęłam ją i pozwoliłam by płakała w moich ramionach.

Wspólnie spędziłyśmy dwa kolejne dni. Choć nie byłam pewna, czy nie było tego więcej. Codziennie Narcyza przynosiła nam posiłek. Razem z panią Lovegood czekałyśmy, aż nas wypuszczą. Choć tak naprawdę, żadna z nas nie zasłużyła na to by tu być, cieszyłyśmy się, że mamy z kim porozmawiać.
Gdy skończyłyśmy swój obiad w pomieszczeniu pojawiły się dwie postacie.
-Czas na jedną z was. - powiedział mężczyzna z tym samym grubym i ochrypłym głosem który kojarzyłam. W moich oczach pojawił się błysk. Jednak podeszli do pani Lovegood.
-Jest pani zupełnie nie potrzebna.
Jeden z nich wyjął różdżkę i wycelował w nią.
-Nie! - krzyknęłam i rzuciłam się przed nią. Mężczyzna złapał mnie za ramię i odrzucił na drugi koniec pokoju. Opadłam z hukiem na ścianę i poczułam jak dreszcze przechodzą mi po całym ciele. Ujrzałam jak mężczyzna wypowiada mordercze zaklęcie. Rozbłysło zielone światło i pani Lovegood upadła bezwładnie na ziemię.
Zaczęłam płakać. Na wskutek uderzenia zaczęła boleć mnie głowa, a przed oczami zrobiło się czarno. Mordercy zaczęli się śmiać i zniknęli tym samym sposobem co zwykle.

Spędziłam następny tydzień w ponurym nastroju. Na moich oczach zabili nie tylko moją szefową, ale i matkę dwuletniej dziewczynki. Ciało zabrali od razu, ale wciąż nie mogłam pozbyć się wrażenia, że wciąż tu jest. Śniła mi się, ale zawsze mówiła jedno zdanie: będę nad tobą czuwać
Wiedziałam, że mnie zabiją. Choć wciąż nic się nie zmieniało, byłam pewna, że kiedy Severus zrobi to co oni chcą, po prostu mnie sprzątną. To nie byli ludzie, z którymi można negocjować. Oni bili dla zabawy. Czułam, że jestem coraz bliżej śmierci. Gdy pomyślałam o tym co mam do stracenia, już nie zależało mi na ucieczce. Siedziałam z podkulonymi nogami każdego dnia i wpatrywałam się w ścianę. W końcu pozwolili mi się umyć. Narcyza stała za drzwiami i co pół minuty musiałam krzyknąć, że jestem na miejscu. W sumie idiotami nie byli: deportować się nie mogłam, i uciec też nie. Gdy wyszłam z łazienki z mokrymi i rozczochranymi włosami, aż przestraszyłam się jak nagle zareagowała. Złapała mnie za ręce i przycisnęła do ściany. Jednak za nim zdążyła "przenieść" mnie do mojej celi, ktoś złapał mnie za ramię i pociągnął.
-Ja ją wezmę. - usłyszałam obok ucha chrapliwy głos. Uniosłam głowę i ujrzałam twarz, na której widok miałam ochotę się cofnąć.
Nie znałam tej osoby. Miał strasznie poharataną twarz. Widoczne blizny ciągnęły się od kącika oka, do brody, na skos, w pionie i poziomie. Jakby ktoś ciął go po twarzy by sprawić mu ból. Zrobiło mi się go żal. Choć jego rany wciąż mnie obrzydzały, nie dawałam po sobie tego poznać. Wiedziałam, że ludzie nietaktowni nie raz sprawiają mu tym przykrość.
Mężczyzna poprowadził mnie przez korytarz i weszliśmy do jakiejś wielkiej sali. Podejrzewałam, że byliśmy w jakimś domu, bo pomieszczenie wyglądało jak typowy angielski salon. Zostałam rzucona z całej siły na podłogę i zaryłam o nią twarzą. Poczułam jak coś ciepłego spływa mi po twarzy i po chwili ujrzałam krew kapiącą na podłogę. Spróbowałam przetrzeć ją ręką, jednak to nic nie dało. W efekcie miałam brudną i twarz i dłoń. Oparłam się o kanapę i przeleciałam wzrokiem po pomieszczeniu. Było tam pełno ludzi. Z pięciu mężczyzn, kobieta wyglądająca jakby strzelił w nią piorun i...
-Severus! - krzyknęłam i chciałam wstać, by do niego podejść, jednak zostałam odesłana z powrotem na kanapę brutalnym pchnięciem.
-Snape ci nie pomoże - krzyknęła kobieta i zamachnęła się różdżką zwalając tym połowę obrazów ze ścian. Mężczyźni uchylili głowy i spojrzeli na nią ze strachem. Zauważyłam, że Severus również jest pozbawiony różdżki, z tym, że on jest związany. Szybko oszacowałam moje szanse i zorientowałam się, że jestem na straconej pozycji. Kobieta i mężczyźni byli uzbrojeni nie tylko w różdżki, ale i zimne serce.
-Chyba, że dostarczy nam to, co potrzebujemy. - odezwał się jeden z nich.
-Bello, pokaż naszemu staremu koledze co będzie jego karą.
Na te słowa kobieta zwróciła się ku mnie i wycelowała we mnie różdżką. Ujrzałam jasne światło i poczułam porażający ból ogarniający moje ciało. Miałam wrażenie, jakby rozcinali mi ciało, choć ran nie było. Zaczęłam trzepać się po całej podłodze. Po chwili ból ustał.
-Dobra jest. Nawet nie pisnęła. - usłyszałam przeraźliwy śmiech kobiety. -Jednak nie dała nam tego, co potrzebujemy. - kątem oka ujrzałam jak znów unosi różdżkę i ból wrócił. Skuliłam się w kulkę i zaczęłam się trząść. Z każdą sekundą ból był co raz większy.
-Krzycz! - usłyszałam jakby z oddali damski głos. - KRZYCZ!
Nie wytrzymałam. Zaczęłam wrzeszczeć opętana szaleńczym bólem. Wiłam się po podłodze nie odczuwając nic po za bólem ogarniającym moje ciało. Straciłam poczucie czasu. Nie wiedziałam jak długo krzyczałam. Jednak nadszedł czas, że ból znów ustał. Zaczęłam ciężko dyszeć. Nie miałam sił podnieść się ani ruszyć kończynami. Leżałam nieruchomo z zamkniętymi oczami. Sytuacja powtórzyła się jeszcze dwa razy.
-Severusie, widzisz co się z nią dzieje? Pozwolisz na to? - głos należał z pewnością do mężczyzny, choć wciąż słyszałam je stłumione.
-Wypuśćcie ją. Ona nie jest w to zamieszana.
-Musisz nam to oddać.
-Nie mogę.
-To ona zginie.
Ten dialog przyprawił mnie o dreszcze. Poczułam jak ktoś podnosi mnie szarpnięciem. Ledwo ustałam na nogach, choć oczy wciąż miałam zamknięte.
-Wyprowadzić ją. - usłyszałam rozkaz ciemnowłosej kobiety i wtedy osoba, która mnie trzymała pchnęła mnie ku drzwiom. Upadłam na kolana, i znów ktoś brutalnie mnie podniósł. Resztkami sił odwróciłam głowę i spojrzałam na Severusa.
-Przepraszam, Lily. - wyszeptał ze łzami w oczach. - Wybacz mi.
Wtedy zostałam wypchnięta przez drzwi. Zemdlałam.
Gdy otworzyłam oczy siedziałam w mojej celi. Nade mną stał mężczyzna w długich do pasa blond włosach. W dłoni miał różdżkę wycelowaną we mnie.
-To chyba twój koniec.

~*~

I o to koniec rozdziału III.! Jak Wam się podoba? Może nie jest długi, ale ja sama wolę czytać krótkie, ale treściwe rozdziały.
Przypominam o zakładce SPAM w której możecie dodać linki i opisy swoich blogów. A TUTAJ możecie znaleźć kontakt do mnie.
Sprawdzajcie aktualności, które znajdują się u góry w prawej kolumnie.
A teraz... KONKURS! Polega na tym, żebyście wymyślili sposób na to, by Lily przeżyła. Nie myślcie, że robię to, bo nie mam pomysłu. Mam ich pełno, jednak chciałabym, żebyście udzielili się w moim opowiadaniu :>
Nagrodą będzie własna postać, którą wplotę do opowiadania.
Piszcie do mnie na email, lub twittera. Czas do 15 sierpnia. Do tego czasu nowy rozdział się nie pojawi.
Do tego dziękuję za 327 wejść! Ilość unosi się w błyskawicznym tempie.

Pozdrawiam, Nita.

czwartek, 1 sierpnia 2013

Rozdział II

-Sev - wyszeptałam wtulając twarz w jego tors. Poczułam jak jego silne ramiona otulają mnie delikatnie. Zamknęłam oczy oddając się rozkoszy jego bliskości. Staliśmy tak chwilę, aż Severus pocałował mnie w głowę. Uniosłam spojrzenie na jego twarz. Odkleiłam się od niego i spojrzałam w jego ciemne oczy.
-Skąd wiedziałeś, gdzie mnie szukać? - spytałam patrząc na niego bacznie.
Nie odpowiedział mi od razu. Wpatrywał się we mnie, choć nie umiałam z jego spojrzenia odczytać nic.
Wiatr zaczął mocniej wiać, i słońce schowało się za chmurami. Miałam na sobie zwykłą białą bluzkę na grubych ramiączkach, dlatego na skórze pojawiła mi się gęsia skórka. Pomyślałam, że może Severus chce wejść i porozmawiać, jednak nie mogłam mu na to pozwolić. Nie był to mój dom.
-Sev, to nie jest dobry moment. Pracuję. - powiedziałam cicho i spuściłam wzrok. On złapał mnie za dłoń i uśmiechnął się delikatnie.
-Wróciłem tu dla ciebie. Poczekam ile będzie trzeba. - nachylił się by pocałować mnie w policzek, spojrzał na mnie czule i zniknął.
Zacisnęłam dłoń w pięść i zamknęłam drzwi.
Wróciłam do kuchni, gdzie mała Luna wpatrywała się we mnie wielkimi, niebieskimi oczami. Wyglądała, jakby słyszała i rozumiała więcej, niż mogłam się spodziewać. Podeszłam do niej i wzięłam ją na ręce.
-No co? Nie było go tyle czasu, a ja mam tak po prostu znów w okół niego latać? - mruknęłam do niej, na co ona się uśmiechnęła. Uniosłam z powątpiewaniem brwi. -Pewnie gdybyś umiała mówić, rzuciłabyś jakąś mądrą radą. - zaśmiałam się poprawiłam opadające jej na oczy blond włosy. -Chodź, pobawimy się.
Z dziewczynką na rękach ruszyłam w stronę schodów. Weszłyśmy do jej sypialni i położyłam ją na dywaniku. Wyjęłam różdżkę i wyczarowałam małe iskierki, na co Luna zaczęła klaskać w rączki. Złapała mnie za dłoń nakazując, bym zrobiła to jeszcze raz. Ku jej uciesze, powtórzyłam zabawę.
Tak minął tydzień, i w piątek wieczorem, gdy pani Lovegood wróciła, spakowałam swoje torby i wyruszyłam do swojego mieszkania. Siedząc w autobusie zastanawiałam się nad tym, co mnie tam czeka. Byłam pewna, że Severus jest gdzieś tam, i wypatruje mnie z okolicy mojego domu. Minęła godzina i wjechaliśmy do mojego miasta. Jeszcze chwila, i znów ujrzę to miejsce, które zwykle zamieszkuję sama. Które przypomina mi o tym, że jestem sama i nie mam nikogo. Zaczęło się robić ciemno, i przez to niewiele widziałam. Do domu dotarłam z pamięci, nie raz wpadając na hydranty i kosze na śmieci. Otworzyłam drzwi i zaświeciłam światło. Stałam nasłuchując, czy nie ma nikogo, choć myślałam o Severusie. Jednak nic nie usłyszałam, dlatego zamknęłam drzwi i odstawiłam walizki do saloniku. Usiadłam na kanapie oddychając głęboko. Miałam dość dzisiejszych rozmyślań. Wstałam, wyjęłam piżamę i przybory do kąpieli i ruszyłam w stronę łazienki. Gdy zeszłam do salonu po walizki, miałam na sobie moją standardową piżamę: turkusowe krótkie spodenki i za dużą koszulę z flagą Wielkiej Brytanii. Włosy miałam mokre i mocno rozczochrane, bo nie mogłam znaleźć mojej szczotki. Nagle coś poruszyło się za oknem. Zamarłam nasłuchując. Zaklęciem zgasiłam światło i wyjrzałam za okno. Mijały minuty i nic się nie działo.
-Spokojnie, to tylko wyobraźnia. - wyszeptałam do siebie i zapaliłam światło. Z walizką ruszyłam do korytarzyka i nagle drzwi otworzyły się z hukiem wypadając z zawiasów. Krzyknęłam i cofnęłam się do tyłu, a różdżka potoczyła się pod komodę. W progu stało dwóch czarodziei w czarnych, długich szatach. Na twarzy mieli białe maski i kaptury zarzucone na głowy. Zaczęłam uciekać i gdy wpadłam do kuchni poczułam jak moje ciało drętwieje i upadłam na podłogę. Jedyne co mogłam robić to patrzeć. Nad sobą ujrzałam tych dwóch ludzi w maskach. Zaczęli się śmiać. Podnieśli mnie i sprawdzili, że nie mam przy sobie różdżki. Nagle przed oczami zniknęło mi moje mieszkanie i pojawiła się czerń, a zaraz po niej jasne, zaniedbane pomieszczenie. Czarodzieje rzucili mnie pod ścianę i związali ręce i nogi. Moje ciało przestało ulegać zaklęciu drętwoty, jednak zawiązane kończyny uniemożliwiły mi ucieczkę. Nie szamotałam się, wiedziałam, że właśnie tego chcą moi porywacze. Patrzyłam na nich nienawistnym spojrzeniem, a oni się śmiali.
-Twój kochaś nie spodziewał się, że to będzie jego karą. - powiedział jeden z nich niskim i ochrypłym głosem. Po chwili oboje wybuchnęli śmiechem.
-Nie deportuj się, takim szaraczkom jak ty, się to nie uda. - dodał drugi. - Jeśli twój kochanek zrobi to co chcemy, będziesz wolna.
Na te słowa zamienili się w czarny dym i wylecieli przez ścianę.
Rozejrzałam się. W pomieszczeniu nie było okien, drzwi ani niczego, przez co mogłabym uciec. Teleportacja mi nie wyszła, a uwolnić dłoni czy kostek nie byłam w stanie.
Ściany były stare, obdarte i widać było czerwone cegły. Po niektórych spływał jakiś zielony płyn. Żołądek podszedł mi do gardła.
Oparłam się o tą najczystszą ścianę i zamknęłam oczy.
Jestem zgubiona.

~*~

Mamy rozdział II! Na pomysł porwania wpadłam w trakcie pisania go ;) Co o tym myślicie? 
Chcę baardzo ciepło podziękować za te cztery komentarze! Od razu milej mi się zrobiło i szybciej napisałam ten rozdział.
Dziękuję również za 211 wejść. Cieszę się, że wchodzicie i czytacie :>
Przypominam że TUTAJ możecie znaleźć kontakt do mnie.
Pozdrawiam, Nita

sobota, 27 lipca 2013

Rozdział I

Usiadłam na kanapie i wzięłam do ręki Prorok Codzienny. Przejrzałam na szybko oferty pracy i spośród pięciu jedna rzuciła mi się w oczy: Veronica Lovegood potrzebowała stałej opiekunki do swojej córki Luny. To było pierwsze takie zgłoszenie od czasu, kiedy "era Voldemorta" się skończyła. Harry Potter, chłopiec, który pokonał Czarnego Pana, miał już trzy lata. Mary i James, jego rodzice, aktualnie byli martwi. Żałowałam ich śmierci, i przepłakałam nie jedną noc. Potterowie byli moimi przyjaciółmi, a to wszystko dzięki Mary. Teraz siedziałam w swoim mieszkaniu i szukałam pracy, która miała mnie utrzymać. Pokręciłam głową w zamyśleniu... Co ja zrobiłam ze swoim życiem? Odrzuciłam posadę nauczycielki Eliksirów, choć nieźle bym na tym wyszła. Wolałam uciec od Hogwartu, i wspomnień które raniły moje serce.
Ostatniego dnia szkoły, gdy byliśmy gotowi wejść w dorosły świat, Severus zrobił coś, czego nigdy nie zapomnę. Usiadł na przeciwko mnie, kiedy spędzałam ten ciepły dzień na błoniach. Spojrzał mi w oczy, a jego brązowe tęczówki wyrażały smutek i ból. Wtedy wiedziałam, do czego zmierza.
Zostawił mnie. Nie dla innej dziewczyny, on nie był tym typem chłopaka. Odszedł, bo chciał służyć Voldemortowi, i tłumaczył mi, że przez związek z nim nie będę bezpieczna.
Wtedy mnie to nie obchodziło, dziś zrozumiałam jego troskę. Jestem dwudziestoletnią singielką, i nie realizuję się ani zawodowo, ani towarzysko. Po prostu przeżywam każdy dzień tak samo, bez żadnych perspektyw.
Zapisałam adres Lovegoodów, złapałam torebkę i wyszłam z mieszkania. Nie mogłam się teleportować, większość ludzi wciąż nie ściągnęło barier ochraniających domy. Wsiadłam do Błędnego Rycerza, i po dwóch godzinach byłam na miejscu.
Dom był niesamowicie... dziwny. Wyglądał jak ogromny cylinder. Przysięgłam sobie, że zachowam powagę, i ruszyłam w stronę wejścia. Zapukałam do drzwi i otworzyła mi śliczna, blond włosa kobieta. Wyglądała jak modelka, i od razu pożałowałam, że nie ubrałam się lepiej.
-Dzień dobry. - powiedziałam grzecznie. -Ja w sprawie pracy opiekunki.
Kobieta uśmiechnęła się przyjaźnie i wpuściła mnie do środka.
Od razu znalazłyśmy się w salonie. Zagracony był figurkami, papierami i ozdobami przedstawiającymi różne miejsca świata. Zachęcona gestem kobiety, usiadłam na kanapie.
-Jestem Veronica Lovegood.
-Lily Evans. - odpowiedziałam ściskając jej dłoń.
-Mój mąż, Ksenofilius, musi na miesiąc wyjechać, w służbowych sprawach, a ja sama codziennie pracuję. Potrzebuję kogoś, kto w dzień zajmie się moją dwuletnią Lunką.
Poprawiłam opadające mi na czoło rude kosmyki włosów.
-Jestem wolna całe dnie, ale mieszkam dwie godziny stąd. - wyznałam i od razu poczułam, że nie mam szans.
-To nic. - kobieta machnęła ręką i zaśmiała się słodko. -Mamy wolny pokój. Weekendy są dla ciebie wolne, a po miesiącu wróci mój mąż, który pracuje w domu.
-Rozumiem - powiedziałam i pomyślałam, że za miesiąc bycia opiekunką, niewiele sobie zarobię. Jednak lepsze to niż obsługiwanie stolików w restauracji.
Załatwiłam z panią Lovegood potrzebne formalności i pojechałam do swojego mieszkania po swoje rzeczy. Niewiele miałam do zabrania, dlatego znów spakowałam się do autobusu z torbą i walizką.
~***~
Wtorek, czyli następny dzień, od kiedy dostałam pracę. Pani Lovegood już zdążyła wyjść do pracy, a ja siedziałam od ósmej w salonie czekając, aż moja podopieczna się obudzi. Gdy wybiła dziewiąta, z pokoju u góry usłyszałam słodki śmiech. Wstałam i ruszyłam w jego stronę. Jak zajrzałam do pomieszczenia, w kojcu ujrzałam małą, blondwłosą dziewczynkę, która siedziała i bawiła się lalką, co chwilę wybuchając śmiechem. Kiedy dziewczynka usłyszała otwierane drzwi, obejrzała się. Na mój widok złapała się barierki i uśmiechnęła szeroko. Podeszłam do niej i wzięłam ją na ręce.
-Cześć Luna. Jesteś głodna? - spytałam i zeszłam z nią do kuchni.
Posadziłam ją w krzesełku i po pięciu minutach podałam jej śniadanie. Wtedy usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Siedź tu grzecznie. - rzuciłam do blondynki i podeszłam do drzwi.
Osoba, którą ujrzałam w drzwiach, była ostatnią, jaką spodziewałam się tu spotkać. Ba! Jaką spodziewałam się spotkać kiedykolwiek i gdziekolwiek.
Czarnowłosy, blady z worami pod oczami, Severus Snape stał w progu i patrzył na mnie z tęsknotą i bólem, które widziałam tamtego pamiętnego dnia, na hogwardzkich błoniach.
-Lily... - wyszeptał, a ja poczułam się jak we śnie. Jednym z tych, w którym znów jesteśmy razem. -Lily... - powtórzył i pozwolił, bym padła mu w ramiona.

~*~

Witajcie Potteromaniacy!
Mamy rozdział I, podoba się? Trochę ciężko mi się pisało, muszę to przyznać, ale mam wielką nadzieję, że Was nie zawiodłam.
Bardzo dziękuję za trzy komentarze! Nie spodziewałam się tego, naprawdę, jeszcze nigdy nie miałam aż trzech w prologu :>
Nie wiem z jakim tempem będę dodawała kolejne rozdziały, ale im więcej komentarzy, tym większa motywacja.
TUTAJ możecie dodać swoje linki z blogami

TUTAJ widnieje kontakt, dzięki któremu mnie złapiecie :>

Pozdrawiam, Nita

piątek, 26 lipca 2013

Prolog

-Jamesie Potterze! - krzyknęła rudowłosa dziewczyna podbiegając do chłopca. -Mam cię po dziurki w nosie! Ciebie i twoich gier! - warknęła dźgając go palcem w klatkę.
-Lily, daj spokój. Umów się ze mną w końcu. - jęknął chłopak i po chwili uśmiechnął się do niej zalotnie. Jakaś dziewczyna przechodząca obok nich westchnęła głęboko patrząc z uwielbieniem na Jamesa.
-Nie masz co marzyć. - prychnęła widząc, jaką przyjemność sprawiło mi zachowanie dziewczyny. - Jesteś próżny, arogancki i wredny. - chciała mu dopiec, zranić go, ale on tylko uśmiechnął się z politowaniem.
-Smarkerus nie da ci tego, czego potrzebujesz.
-Odczep się. Nie obchodzi mnie twoje zdanie. - odrzuciła długie włosy do tyłu i odwróciła się odchodząc.
Minęła kilka korytarzy i wyszła na lekko wietrzne błonia. Okryła się szczelniej chustką i usiadła pod drzewem wzdychając głęboko.
-Idiota. - wyszeptała i zamknęła oczy.
Tydzień temu rozpoczął się siódmy, a zarazem ostatni rok nauki dla Lily i jej przyjaciół. Największą ulgę czuła, jak pomyślała o tym, że nigdy więcej nie będzie musiała spotykać Pottera. Na samą myśl o nim przechodziły ją ciarki. Nie lubiła tego chłopaka, najbardziej za to, że ją podrywał mimo, iż mówiła jasno, że nie chce z nim być. Uparty, próżny i arogancki. Do tego zaczepiał jej przyjaciela, Severusa Snape'a
-Coś się stało? - otworzyła oczy i spojrzała w prawo, gdzie ujrzała właśnie jego. W odpowiedzi tylko machnęła ręką. Przeniosła zielone tęczówki na jezioro. Tam ujrzała dwóch wysokich chłopaków znęcających się nad małą dziewczynką. Machnięciem różdżki powiesiła ich za nogi w powietrzu. Dziewczynka uciekła, a jej dręczyciele upadli na ziemię z hukiem. Lily rozejrzała się i jej wzrok spoczął na siedzącym obok Severusie z różdżką w ręku.
-Jak możesz się z nimi przyjaźnić i ich bronić - westchnęła chowając różdżkę.
-Ja nie wybieram ci przyjaciół - odpowiedział unosząc brwi.
-Ale oni są źli. - skrzywiła się Lily. -Powiedz szczerze... chcesz razem z nimi w przyszłości pracować dla Voldemorta?
Snape skrzywił się na dźwięk tego nazwiska.
-To skomplikowane. - podjął pocierając czoło. Po chwili spojrzał na nią. - A ty być nie chciała?
-Zwariowałeś? - krzyknęła patrząc na niego z przerażeniem. -Nie chcę mieć z nim nic wspólnego.
-Przepraszam. -Snape spuścił głowę. -Nie chciałem.
-W porządku. - Lily uśmiechnęła się łagodnie łapiąc w dłonie jej twarz. Ich nosy prawie się stykały. Oboje chcieli tego samego, więc wystarczyła chwila, by ich usta połączyły się w pocałunku.

~*~
 
Cześć! Witam Was na blogu z opowiadaniem o Harry'm Potterze. Choć nie dokładnie o nim, to postaciami z tej sagi. Oby Wam się spodobało ;)
Z chęcią poczytam Waszych opinii. Mogą być dobre, ale i krytyczne - nie dobija mnie krytyka, lecz motywuje do dalszego pisania :>
Pozdrawiam , Nita