wtorek, 29 lipca 2014

Rozdział VII

Przez następne kilka dni Pablo nie przychodził do restauracji, ani się nie odzywał. Jakby zapadł się pod ziemię. Z jednej strony się cieszyłam, bo strachem napawała mnie sama myśl, że miałabym go spotkać. Z drugiej strony czułam niepewność, bo nie wiedziałam gdzie jest u kiedy się w końcu pojawi. Cały tydzień chodziłam przerażona, każdy wydawał mi się podejrzany, ciągle oglądałam się za siebie. Podczas jednej z lekcji hiszpańskiego, które dawała mi Amanda, przerwała i spytała mnie co się stało na randce z Pablo.
-A niby co miało się stać?
-Zachowujesz się jakoś inaczej.
Machnęłam ręką.
-Wydaje ci się. Jestem tylko trochę przepracowana.
I więcej nie spytała.
Pablo przyszedł do restauracji dwa tygodnie po spotkaniu. Tego dnia miałam wyjątkowo mało ludzi do obsłużenia, więc gdy mnie poprosił, usiadłam z nim przy jednym ze stolików.
-Przepraszam cię za to co się stało pod koniec randki. Zareagowałem trochę agresywnie, ale to dlatego że trochę przeszedłem i strasznie się o ciebie bałem.
-Przecież nic mi się tu nie może stać, znam drogę do domu.
-Nie o to mi chodzi - westchnął i potarł czoło, usilnie się nad czymś zastanawiając. -Straciłem kiedyś kogoś bardzo mi bliskiego.
-Jeśli nie chcesz o tym mówić...
-Chcę - przerwał mi i rozejrzał się. -Ale nie tutaj. Pójdziemy na spacer jak skończysz pracę?
Zawahałam się. Spojrzałam w jego oczy, przepełnione bólem. Kiwnęłam głową.
Późnym wieczorem szliśmy przez pusty park, a ja słuchałam opowieści Pablo.
-Mam dwadzieścia pięć lat, to niedużo jak na kogoś, kto przeżył już małżeństwo... - przerwał i spojrzał na moją zdziwioną minę. -W liceum zakochałem się w najpiękniejszej dziewczynie na świecie. Ale była też wyjątkowo mądra i silna. Wychowywała się w sierocińcu, ale dla mnie to nie miało znaczenia. Chciałem jej pomóc, zaopiekować się nią, sprawić by poczuła się kochana.
Urwał i spojrzał przed siebie, wspominając. Milczałam.
-Kochałem ją najmocniej na świecie, a w końcu i ona pokochała mnie. Kiedy skończyliśmy szkołę, namowiłem ją na studia. Bała się, że nie da sobie rady, jednak się zgodziła. Była najlepsza w swojej grupie, dostawała najlepsze oceny. Byłem tak bardzo z niej dumny.
Głos mu się załamał. Przełknął z trudem ślinę i mówił dalej.
-Ja w tym czasie pracowałem, zarabiałem na dom. Kiedy mieliśmy dwadzieścia dwa lata, wzięliśmy ślub. Skromny, zaprosiliśmy tylko moich rodziców i znajomych z jej studiów. Nie miało dla nas znaczenia nic poza tym, że będziemy już oficjalnie małżeństwem. Rok temu w czerwcu, kiedy była tak blisko ukończenia szkoły, wybraliśmy się na spacer, wieczorem.
Przerwał i usiadł na trawie, wpatrując się w niebo. Zrobiłam to samo.
-Nie chciała. Powtarzała, że chce się uczyć. Ale ją namowiłem. Poszliśmy do parku, chodziliśmy i wspominaliśmy stare czasy. Było ciepło i przyjemnie, czułem się niesamowicie szczęśliwy.
Pokręcił głową i spojrzał na mnie.
-Nagle o coś się pokłóciliśmy, już nawet nie pamiętam o co. Chciałem ją przeprosić, ale wyrwała się z mojego uścisku i pobiegła w stronę bocznych uliczek. Zniknęła za zakrętem, a ja pobiegłem za nią. Jednak nie mogłem jej znaleźć. Wróciłem do domu, wiedząc, że w końcu przyjdzie. Nie przyszła.
Po jego policzkach popłynęły łzy. Schował twarz w dłoniach.
-Co się stało? - spytałam cicho.
-Jej ciało znaleziono dwa dni później w lesie. Okazało się, że została zgwałcona i zamordowana chwilę potem.
Zatkałam sobie usta dłonią. Zamknęłam oczy, by nie dopuścić do wylewu łez. Po chwili je otworzyłam i spojrzałam na Pablo. Uniosłam jego głowę do góry, rozsunęłam jego dłonie i mocno go przytuliłam.
-Bardzo mi przykro - wyszeptałam.
Podniósł głowę. Już nie płakał.
-Mam nadzieję, że rozumiesz dlaczego nie chciałem puścić cię samej. Zależy mi na tobie. Po raz pierwszy zależy mi na kimś od czasu śmierci Evy.
Spojrzałam w jego zielone oczy.
-Nie chciałbym cię stracić.
-Nie stracisz - wyszeptałam i delikatnie go pocałowałam. Ten pocałunek przerodził się w bardziej namiętny. Zupełnie zapomniałam o tym co czułam ostatnimi czasy, czego się bałam. Wszystko zniknęło. Teraz czułam tylko miłosne uniesienie, szczęście z przebywania z Pablo. Nie chciałam by ta chwila się skończyła. Już nawet nie myślałam o Severusie. Liczył się Pablo, który o mnie dbał, przy którym czułam się najszczęśliwsza.
Odprowadzał mnie po każdym spotkaniu, czasem nawet po pracy. Nie przeszkadzało mi to, napawałam się każdą chwilą, którą spędzaliśmy razem.
Tak trwały miesiące, z każdym dniem nasz związek się tylko wzmacniał. Amanda już nie wspominała o Severusie, a ja nawet o nim nie myślałam.
Równy rok od dnia, w którym rozpoczął się nasz związek, Pablo zabrał mnie do swoich rodziców do Ameryki. Jak tylko przekroczyłam próg domu, jego mama stała z otwartymi ramionami.
-Maddie, jak miło cię w końcu poznać! - przytuliła mnie mocno i po chwili odsunęła się, by mnie dokładnie zilustrować.
-Jesteś tak śliczna jak Pablo mi opowiadał - puściła do mnie oczko z uśmiechem.
Była to kobieta w moim wzroście, miała czarne, sięgające do pasa włosy, i uśmiech Anioła, mimo potwierdzających jej wiek zmarszczek. Była tak chuda, że miałam wrażenie jakby nawet najlżejszy wiatr mógł ją zwalić z nóg.
Zaprowadziła mnie do salonu, gdzie siedział ojciec Pablo. Zerwał się z fotela i podszedł do mnie. Podał mi dłoń w milczeniu. Uścisnęłam ją.
-Miło mi pana poznać.
Kiwnął głową i usiadł z powrotem na fotelu. Pablo zabrał mnie na taras.
-Mówiłem ci, że mój ojciec nie lubi moich dziewczyn - pokręcił głową - uważa, że to kobiety sprawiły, że nie zostałem lekarzem jak on.
Pablo zaśmiał się.
-Jednak powiedziałem mu, że nie ma co marzyć o mojej karierze.
-I co zrobił?
-A co mógł zrobić? Wyjechałem spełniać marzenia, nie miał nic do gadania.
Obejrzał się i spojrzał przez okno na ojca, który siedział wpatrzony w jakiś obraz.
-To twoje dzieło?
Kiwnął głową.
-Dałem mu to na dzień ojca.
-Powiesił to w salonie, czyli jednak coś to dla niego znaczy.
-Podejrzewam tu interwencję mamy.
Westchnęłam. W tym momencie usłyszeliśmy jak pani Ramirez woła syna. Wstał, pocałował mnie w czoło i wszedł do domu. Rozejrzałam się. Gdy tylko przejechaliśmy przez osiedle, czułam, że to nie jest życie rodziny, w jakim dorastałam ja. W życiu nie byłam na tak bogatym osiedlu. Kiedy zatrzymaliśmy się przed domem jego rodziców, zaparło mi dech w piersi. Była to typowa amerykańska willa. Przechodząc przez próg, wiedziałam, że będę musiała się postarać, żeby zaimponować rodzinie "na poziomie". Dawno się tak nie bałam jak wtedy. Jednak przy pierwszym spotkaniu mamy Pablo cały strach zniknął. Gorzej z ojcem, jednak starałam się tym nie przejmować.
Ogród był zadbany, pełen kolorowych kwiatów, po prostu śliczny. Uwielbiałam takie miejsca. Usiadłam na ławce na środku ogrodu, zamknęłam oczy i pozwoliłam sobie na chwilę totalnego odpoczynku.
Wieczorem Pablo zabrał mnie na lot balonem. Staliśmy tam objęci tylko we dwójkę i oglądaliśmy przepiękne widoki.
-Kocham cię - wyszeptalam i oparłam głowę o jego ramię.
-Maddie, spójrz na mnie.
Zdziwiona odwróciłam się do niego całym ciałem. On uklęknął przede mną. Zatkalam sobie usta dłonią - od razu wiedziałam co nastąpi.
Pablo wyjął z kieszeni pierścionek.
-Maddie, bałem się, że nikogo nie pokocham tak mocno jak Evy, jednak pojawiłaś się ty. Jesteś moim zbawieniem, uratowałaś mnie od wiecznej żałoby. Jestem pewien, że chcę spędzić z tobą resztę życia. Zostaniesz moją żoną?
Już otworzyłam usta by powiedzieć to jedno ważne słowo, byłam w nim zakochana tak mocno jak w Severusie, więc nie mieliśmy na co dłużej czekać.
Nagle usłyszałam szmer w głowie, i jakiś głos. Głos, który znałam tak dobrze jak swój, który kiedyś był dla mnie podporą w każdej ciężkiej chwili.
-Nie... Lily proszę nie... - wyszeptał Severus w mojej głowie.

~*~
 
Cześć :3
Mamy rozdział siódmy. Nie jest tak ciekawy jak mi się wydawało kiedy tworzyłam go w głowie... jednak mam nadzieje, ze nikogo nie zawiodłam.
Ta końcówka, jest taka... taka dziwna nawet dla mnie, jednak wybrałam to, bo poczułam, że tak musi być i koniec. Nie wiem skąd to przekonanie.
Zapraszam do komentowania ;)
Pozdrawiam, Nita

środa, 16 lipca 2014

Rozdział VI

Kiedy wychodziłam z restauracji byłam pewna, że moja taksówka już czeka, jednak się przeliczyłam. Z tego co mówiła mi kucharka takie deszczowe dni zdarzały się w Hiszpanii bardzo rzadko. Kiedy to mówiła miała minę w stylu "kiedy byłaś daleko, deszcze również". Chociaż to może być tylko moje wyolbrzymienie. Lubię tę kobietę, jest dla mnie jak ciocia. Kiedy mam zły humor zawsze znajdzie sposób żeby mnie rozbawić. A kiedy zdarzy się dzień, że jest mało klientów to uczy mnie gotować. To niesamowite jak ciężko się to robi bez magii.
Zaśmiałam się pod nosem.
Tak więc, czekając na taksówkę, stałam w deszczu, już przemoknięta. Kiedy wsiadałam, taksówkarz mruknął pod nosem coś o mokrych siedzeniach, ale nie odezwał się do mnie całą drogę.
Wysiadłam pod domem Amandy, i kiedy upewniłam się, że nikt nie patrzy, jednym prostym zaklęciem wysuszyłam sobie ubrania. W progu powitał mnie zapach naleśników. Weszłam do kuchni i przytuliłam koleżankę.
-Mówiłam ci, że cię kocham?
Dziewczyna zaśmiała się.
-Nie podlizuj się tak.
Podczas obiadu opowiedziałam jej o zajściu w restauracji.
Amandzie zabłysły oczy.
-Randka?
Pokręciłam głową, przeżuwając ostatni kęs. Przed oczami stanął mi obraz przystojnego Hiszpana, w rozczochranych, czarnych włosach i błękitnych oczach. Jego piękny uśmiech...
-Raczej oprócz ciebie nie mam tu żadnych znajomych, także odbieram to jako szukanie przyjaciół.
Blondynka odłożyła widelec i spojrzała na mnie uważnie.
-A Severus?
Wstałam i skierowałam się w stronę zlewu.
-Jaki Severus?
Machnęłam różdżką i czyste już talerze same opadły na suszarkę. Szybko wyszłam z kuchni, czując na sobie krytyczne spojrzenie przyjaciółki.
Nadeszła sobota. Wstałam o ósmej i zaczęłam żałować że zgodziłam się na spotkanie. Nie dość że nie mam pojęcia kto to jest, to jeszcze nie ustaliliśmy gdzie się spotkamy. Przeklinałam się w duchu za swoją lekkomyślność. Jednak nie miałam wyjścia. Za dziesięć dziesiąta stałam przed wejściem do restauracji, wyglądając za Hiszpanem. Równo o dziesiątej wyszedł zza rogu z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Cześć.
Na widok jego radości aż sama się uśmiechnęłam. Od razu zwróciłam uwagę na to, że mimo upału ma ubraną koszulę z rękawami do nadgarstków.
Pomyślałam, że nie będę o to pytać. Co jeśli ma jakąś chorobę czy coś, i wyjdzie nietaktownie?
-Miło cię widzieć. Gdzie idziemy?
Kiwnął głową w stronę centrum. Poprawiłam okulary przeciw słoneczne i ruszyliśmy.
-Jestem Pablo. Poznam twoje imię?
Uniosłam brwi. W ostatniej chwili się powstrzymałam przed powiedzeniem "Lily". Przecież mam inną tożsamość...
-Maddie - przygryzłam dolną wargę, mając nadzieję, że nie zauważył mojego zawahania.
-Skąd jesteś?
-Z Anglii.
Uśmiechnął się z rozmarzeniem.
-Kocham ten kraj. Zawsze chciałem tam pojechać.
Coś w jego akcencie przestało mi pasować. Jeszcze kilka dni temu mówił łamanym angielskim, a teraz nie było po tym śladu.
Chodziliśmy po centrum, Pablo opowiadał mi różne ciekawe legendy, wygłupialiśmy się w budce do robienia zdjęć, aż w końcu usiedliśmy nad jeziorkiem. Odetchnęłam czystym powietrzem.
Z każdą godziną coraz swobodniej się przy  nim czułam. Zupełnie zapomniałam o moich wątpliwościach, oraz o tym jak krótko go znam. Miałam wrażenie, jakbym już kiedyś go spotkała.
Spojrzałam w błękitne niebo.
-Wspaniale się dziś bawiłam.
Uśmiechnął się i pogłaskał mnie po policzku.
-Cieszę się - zamilkł na chwilę - mogę liczyć na kolejne spotkanie?
Spojrzałam na niego i pocałowałam go w policzek. On założył mi kosmyk blond włosów za ucho i zaśmiał się.
-Odbieram to jako "tak".
Następne kilka dni to było dla mnie oczekiwanie na kolejne spotkanie. Byliśmy umówieni o 16 przy budce ze zdjęciami w piątek. Po pracy szybko skończyłam wziąć prysznic, zrobiłam makijaż i ubrałam się w moim starym stylu - czyli kolorowa bluzka, krótkie spodenki i trampki. Było za gorąco na inny zestaw. Kiedy zbiegałam po schodach, Amanda stała oparta o framugę.
-Nie podoba mi się ten gość.
Uniosłam zdziwiona brwi.
- A to dlaczego?
-Po prostu mam wrażenie, że coś jest z nim nie tak... - podeszła do mnie i spojrzała mi w oczy - to dziwne, że tamtego dnia zostawił kumpli i stwierdził, że cię zaprosił na randkę, do tego nagle zaczyna się posługiwać idealnym angielskim. Lily coś tu jest nie tak.
Przygryzlam dolną wargę, czując, że ma rację. Jednak pokreciłam głową.
-Może to tylko wrażenie.
Amanda westchnęła.
-Jak sobie chcesz.
Tego dnia zabrał mnie na piknik. Usiedliśmy na trawie i zaczęliśmy rozmowę. Opowiedział mi o swoim dzieciństwie w rodzinie zastępczej, w Anglii - to dlatego zna angielski. Przyjechał tu szukając swojej prawdziwej rodziny, i choć jej nie znalazł, to został.
Kiedy spytał mnie o moją przeszłość, na chwilę się zamysliłam. Co mam mu opowiedzieć?
W moim życiu od zawsze była magia. Opowiedziałam mu o życiu, jakie byłoby gdybym nie była czarownicą - w podstawówce pilna uczennica, w szkole średniej buntowniczka, a college skończyłam ze średnimi ocenami.
Byłam dobrym kłamcą, umiałam kłamać w żywe oczy od zawsze. Zawsze wydawało mi się to złe, teraz byłam sobie za to wdzięczna.
W pewnym momencie jakieś dziecko rzuciło piłkę, która spadła prosto na Pablo, delikatnie podsuwając do góry rękaw jego koszuli. Ujrzałam na jego skórze kawałek jakiegoś czarnego tatuaża. Zerwał się I zaczął krzyczeć na dziecko.
Wstałam i położyłam mu dłoń na ramieniu.
-Nic się przecież nie stało - powiedziałam cicho. Odetchnął i usiadł.
-Masz tatuaż?
Miałam dziwne przeczucie, że znam ten wzór. Co prawda nie widziałam go całego, jednak z czymś mi się kojarzył.
Pablo pokręcił głową.
-Wydawało ci się - powiedział chłodno - chodź, odprowadzę cię.
Zmarszczyłam czoło zupełnie zaskoczona jego zachowaniem. Nie chciałam żeby wiedział gdzie mieszkam, szczególnie po jego dzisiejszym zachowaniu. Powiedziałam mu, że muszę coś jeszcze załatwić na mieście, a on złapał mnie mocno za ramię.
- Odprowadzę cię.
Powiedział to stanowczo, jednak nie agresywnie. W jego oczach ujrzałam coś niepokojącego. Chcąc nie chcąc dałam się odprowadzić. Po powrocie nic nie opowiadałam Amandzie o końcu spotkania, tylko o tej przyjemnej części.
Zasnęłam z dziwnym poczuciem strachu.

~*~

a oto i rozdział VI!
Długo nie miałam na niego weny, wymyśliłam kilka wersji, jednak stanęło na tym. I wybaczcie błędy, piszę na telefonie.
Mam nadzieję, że Was nie zawiodłam. Nie chce od razu zdradzać kim jest Pablo, jednak musiałam zasiać trochę niepewności ;)
Dziękuję za wejścia, jest ich coraz więcej ^^
Śmiało możecie się ze mną kontaktować, wszystko jest w zakładce "Kontakt".
Pozdrawiam, Nita