sobota, 16 sierpnia 2014

Rozdział IX

Kiedy wstałam, od razu tworzyłam w głowie scenariusze, w których wyniku miałabym zdobyć uprawnienia do pracowania w kuchni. Właściwie mogłabym zaczarować właściciela restauracji, bez załatwiania papierów... jednak wolałam nie. Jeśli muszę do końca życia zachowywać się jak mugol, powinnam mieć jakąś podstawę.
Po śniadaniu pożegnałam się z Amandą, złapałam torebkę i wyszłam z domu. Wsiadłam do autobusu. Zdecydowanie wolałam jeździć niż się teleportować. Już nie chodziło o to, że mógłby mnie ktoś przyłapać - za każdym razem jak jechałam, skupiałam się na migających obok budynkach, drzewach, mogłam odpłynąć w marzenia, tworzyć w głowie różne historie. Jadąc, zawsze też obserwuję ludzi, i dorabiam im historie. Z pewnością żadna ani trochę nie jest podobna do prawdziwych, jednak to nie miało znaczenia.
Wysiadłam przed moim miejscem pracy, i pewnym krokiem weszłam do środka. Minęłam stoliki, potem ladę, aż znalazłam się na zapleczu. Mój szef siedział na kanapie, przeglądając jakieś papiery. Kiedy weszłam, uniósł głowę.
-Co się stało? Problem z klientem?
Pokręciłam głową i wzięłam głęboki wdech.
-Zwalniam się.
Mężczyzna wstał i podszedł do mnie, zatrzymując się zaledwie kilka kroków.
-Nie możesz mi tego zrobić.
-Nie mam wyjścia - położyłam na stole wypowiedzenie. -Jestem pewna, że kogoś pan znajdzie...
Widać było, że zdenerwowała go moja decyzja. Złapał mnie za włosy tak, że mogłam ujrzeć Mroczny Znak na jego przedramieniu. Jęknęłam upadając na podłogę. Doczołgałam się pod szafę, wyciągając zza koszuli różdżkę. Wystrzeliłam zaklęcie rozbrajające i wybiegłam z restauracji. Wsiadłam do pierwszego lepszego autobusu i pojechałam przed siebie.
Kiedy znalazłam się w dzielnicy, której zupełnie nie rozpoznawałam, zdecydowałam się wysiąść - nie wiadomo jak daleko bym jeszcze zajechała. Rozejrzałam się w poszukiwaniu jakiejś informacji, jednak niczego w zasięgu mojego wzroku nie było. Dopiero zwróciłam uwagę na przyspieszone bicie mojego serca i oddech, który był zdecydowanie nierówny. Spróbowałam się uspokoić i dopiero wtedy mogłam zacząć myśleć nad tym co się stało. Mój szef okazał się Śmierciożercą... Pytanie czy to przypadek. Raczej nie, przecież gdyby mnie nie znał, nie zareagowałby tak na moje odejście. Musiał być przez kogoś wysłany, i nawet wiem przez kogo. Przez cały czas mnie obserwował, od kiedy myślałam, że uwolniłam się od mojej przeszłości. Okazało się, że moja przeszłość tak naprawdę wcale mnie nie opuściła. Szła za mną krok w krok, czekając na odpowiedni ruch, by się pokazać ponownie.
"Od przeszłości nie uciekniesz" usłyszałam w swojej głowie, i niestety musiałam się z tym zgodzić.
Ruszyłam przed siebie, czując się coraz mniej pewnie. Otaczały mnie stare kamienice, nie było tu praktycznie żadnych miejsc publicznych, jeśli nie licząc starych pubów, które nie zachęcały do odwiedzin.
Usłyszałam za sobą kroki, żołądek podszedł mi do gardła, a nogi nawiedziły mrówki. Obejrzałam się i ujrzałam mężczyznę w dresie i bluzie. Na głowę zarzucony miał kaptur, jednak podświadomie wiedziałam, że jest to ktoś młody. Przyspieszyłam kroku, jednak chłopak również. Nawiedziły mnie obrazy z dni, które spędziłam w Kwaterze Śmierciożerców, i poczułam zimną falę potu zalewającą moje ciało. Zaczęłam biec, I skręciłam w jakąś uliczkę. Wyciągnęłam różdżkę - czas na ostateczne wyjście - i teleportowałam się do domu.
Na szczęście Amandy nie było. Zamknęłam wszystkie wyjścia i opadłam na kanapę.
-Uspokój się - powiedziałam do siebie i zamknęłam oczy, by posłuchać własnej rady. Kiedy poczułam, że serce zaczęło bić normalnym rytmem, wstałam i poszłam zrobić obiad.
Kiedy moja przyjaciółka wróciła, opowiedziałam jej wszystko co mnie spotkało. Patrzyła na mnie z otwartą buzią, pewnie nie zauważając, że jej widelec z jedzeniem zatrzymał się w powietrzu.
-Spokojnie, może to zbieg okoliczności - powiedziała po chwili. -Nie dajmy się zwariować.
Tej nocy naprawdę nie mogłam zasnąć.

Następnego dnia obudziła mnie Amanda. Przyniosła mi kubek z kawą. Przewróciłam się na drugi bok, mamrocząc pod nosem żeby sobie poszła. Ona jednak uparcie siedziała na krześle i wpatrywała się we mnie, póki na nią nie spojrzałam.
-Co?
Dziewczyna westchnęła i podsunęła mi kubek bliżej. Wciąż milczała jak zaklęta. Wypiłam powoli kawę, z towarzyszącym zniecierpliwionym szukaniem długich paznokci Amandy o półkę. W końcu odłożyłam kubek i spojrzałam na nią nieco zirytowana.
-O co chodzi?
-Lily, chcielibyśmy żebyś pojechała z nami w pewno miejsce.
-Z kim jeszcze?
-Z Pablo.
Przez chwilę milczałam, zupełnie zdezorientowana. Najwyraźniej mój mózg się jeszcze do końca nie obudził, i nie łączył wątków.
-Nie rozumiem.
-Wycieczka - rzuciła zniecierpliwiona. Po jej zachowaniu wyczułam, że to nie będzie zwykła "wycieczka". Szybko się ubrałam w standardowe krótkie spodenki i t-shirt, po czym wyszłam z pokoju. Na dole stała moja walizka, a obok niej Pablo. Opierał na niej dłoń.
-Chodźcie - złapał mnie za ramię, trochę zbyt natarczywie pchnął mnie do przodu. Stanęłam dosłownie przed progiem i spojrzałam na niego z lekkim wyrzutem.
-Pablo coś mi tu nie gra.
Nie zdążyłam się zorientować co chce zrobić, a już wisiałam na jego ramieniu, przerzucona jak worek ziemniaków. Zaczęłam go bić po plecach, krzyczeć żeby mnie puścił, ale to nic nie dało. Po kilku sekundach siedziałam na tylnym siedzeniu, a obok mnie rzucili walizkę. Pablo usiadł za kierownicą, a Amanda po stronie pasażera.
-Chcę do cholery wiedzieć co się dzieje! - krzyknęłam i złapałam dziewczynę za włosy.
-Wariatko przestań! - jęknęła z bólu i złapała mnie za nadgarstek.
-To jest porwanie, nie chce nigdzie z wami jechać.
Amanda wykręciła mi rękę i pchnęła mnie do tylu.
-To dla twojego dobra - wyciągnęła różdżkę i jednym machnięciem mnie związała. Nie miałam pojęcia co zrobić, byłam totalnie bezsilna. Nie odezwałam się ani słowem do końca drogi.
Wjechaliśmy w jakieś pole, wokół były tylko lasy, żadnej cywilizacji. Zatrzymaliśmy się pod starym, zniszczonym domem. Zostałam wyciągnięta przez Pablo i ponownie przerzucona przez ramię. Zaczął mnie boleć żołądek. W powietrzu unosił się zapach świeżo skoszonej trawy i starego siana. Jako dziecko uwielbiałam te zapachy, kojarzyły mi się z beztroskim latem na wsi u dziadków.
Kiedy znaleźliśmy się w domu, zostałam zaniesiona do piwnicy. Tam Pablo położył mnie na przeniesionym wcześniej końcu.
Spojrzałam w jego oczy.
-Ufałam ci - wyszeptałam ze łzami w oczach. -Zaufałam ci, mieliśmy się pobrać... A ty...
Położył mi wskazujący palec na ustach.
-Lily nie zrobię ci krzywdy. Jesteś tu po to, byśmy mogli cie ochronić.
Prychnęłam i zrobiłam sceptyczną minę.
-Ciekawe przed czym.
-Przed śmiercią w torturach.

~*~

Nie wiem czy ten rozdział jest tak długi jak byście chcieli, nie umiem ocenić tego na telefonie. W każdym razie jest taki jaki jest. Starałam się dodać więcej opisów, nie wiem czy mi się to udało - ale musiałam też dodać akcje. Mam nadzieję, że Was nie zawiodłam.
Ten rozdział napisałam w... godzinę. Może dlatego wydaje mi się dziwny. Ale naprawdę nie mam pomysłu na to opowiadanie. Staram się jak mogę. Z pewnością niedługo się zakończy, ale sama nie wiem jak.
Jeśli macie pytania, czy prośby, śmiało piszcie w komentarzach bądź na maila nitastyles3@gmail.com

Pozdrawiam, Nita

2 komentarze:

  1. suuper ♥
    nareszcie się coś dzieje xd
    Pozdro, Shadow ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Zarąbiste <3 Kiedy kolejny?
    Twój Maślaczek:p

    OdpowiedzUsuń