Przez następne kilka dni Pablo nie przychodził do restauracji, ani się nie odzywał. Jakby zapadł się pod ziemię. Z jednej strony się cieszyłam, bo strachem napawała mnie sama myśl, że miałabym go spotkać. Z drugiej strony czułam niepewność, bo nie wiedziałam gdzie jest u kiedy się w końcu pojawi. Cały tydzień chodziłam przerażona, każdy wydawał mi się podejrzany, ciągle oglądałam się za siebie. Podczas jednej z lekcji hiszpańskiego, które dawała mi Amanda, przerwała i spytała mnie co się stało na randce z Pablo.
-A niby co miało się stać?
-Zachowujesz się jakoś inaczej.
Machnęłam ręką.
-Wydaje ci się. Jestem tylko trochę przepracowana.
I więcej nie spytała.
Pablo przyszedł do restauracji dwa tygodnie po spotkaniu. Tego dnia miałam wyjątkowo mało ludzi do obsłużenia, więc gdy mnie poprosił, usiadłam z nim przy jednym ze stolików.
-Przepraszam cię za to co się stało pod koniec randki. Zareagowałem trochę agresywnie, ale to dlatego że trochę przeszedłem i strasznie się o ciebie bałem.
-Przecież nic mi się tu nie może stać, znam drogę do domu.
-Nie o to mi chodzi - westchnął i potarł czoło, usilnie się nad czymś zastanawiając. -Straciłem kiedyś kogoś bardzo mi bliskiego.
-Jeśli nie chcesz o tym mówić...
-Chcę - przerwał mi i rozejrzał się. -Ale nie tutaj. Pójdziemy na spacer jak skończysz pracę?
Zawahałam się. Spojrzałam w jego oczy, przepełnione bólem. Kiwnęłam głową.
Późnym wieczorem szliśmy przez pusty park, a ja słuchałam opowieści Pablo.
-Mam dwadzieścia pięć lat, to niedużo jak na kogoś, kto przeżył już małżeństwo... - przerwał i spojrzał na moją zdziwioną minę. -W liceum zakochałem się w najpiękniejszej dziewczynie na świecie. Ale była też wyjątkowo mądra i silna. Wychowywała się w sierocińcu, ale dla mnie to nie miało znaczenia. Chciałem jej pomóc, zaopiekować się nią, sprawić by poczuła się kochana.
Urwał i spojrzał przed siebie, wspominając. Milczałam.
-Kochałem ją najmocniej na świecie, a w końcu i ona pokochała mnie. Kiedy skończyliśmy szkołę, namowiłem ją na studia. Bała się, że nie da sobie rady, jednak się zgodziła. Była najlepsza w swojej grupie, dostawała najlepsze oceny. Byłem tak bardzo z niej dumny.
Głos mu się załamał. Przełknął z trudem ślinę i mówił dalej.
-Ja w tym czasie pracowałem, zarabiałem na dom. Kiedy mieliśmy dwadzieścia dwa lata, wzięliśmy ślub. Skromny, zaprosiliśmy tylko moich rodziców i znajomych z jej studiów. Nie miało dla nas znaczenia nic poza tym, że będziemy już oficjalnie małżeństwem. Rok temu w czerwcu, kiedy była tak blisko ukończenia szkoły, wybraliśmy się na spacer, wieczorem.
Przerwał i usiadł na trawie, wpatrując się w niebo. Zrobiłam to samo.
-Nie chciała. Powtarzała, że chce się uczyć. Ale ją namowiłem. Poszliśmy do parku, chodziliśmy i wspominaliśmy stare czasy. Było ciepło i przyjemnie, czułem się niesamowicie szczęśliwy.
Pokręcił głową i spojrzał na mnie.
-Nagle o coś się pokłóciliśmy, już nawet nie pamiętam o co. Chciałem ją przeprosić, ale wyrwała się z mojego uścisku i pobiegła w stronę bocznych uliczek. Zniknęła za zakrętem, a ja pobiegłem za nią. Jednak nie mogłem jej znaleźć. Wróciłem do domu, wiedząc, że w końcu przyjdzie. Nie przyszła.
Po jego policzkach popłynęły łzy. Schował twarz w dłoniach.
-Co się stało? - spytałam cicho.
-Jej ciało znaleziono dwa dni później w lesie. Okazało się, że została zgwałcona i zamordowana chwilę potem.
Zatkałam sobie usta dłonią. Zamknęłam oczy, by nie dopuścić do wylewu łez. Po chwili je otworzyłam i spojrzałam na Pablo. Uniosłam jego głowę do góry, rozsunęłam jego dłonie i mocno go przytuliłam.
-Bardzo mi przykro - wyszeptałam.
Podniósł głowę. Już nie płakał.
-Mam nadzieję, że rozumiesz dlaczego nie chciałem puścić cię samej. Zależy mi na tobie. Po raz pierwszy zależy mi na kimś od czasu śmierci Evy.
Spojrzałam w jego zielone oczy.
-Nie chciałbym cię stracić.
-Nie stracisz - wyszeptałam i delikatnie go pocałowałam. Ten pocałunek przerodził się w bardziej namiętny. Zupełnie zapomniałam o tym co czułam ostatnimi czasy, czego się bałam. Wszystko zniknęło. Teraz czułam tylko miłosne uniesienie, szczęście z przebywania z Pablo. Nie chciałam by ta chwila się skończyła. Już nawet nie myślałam o Severusie. Liczył się Pablo, który o mnie dbał, przy którym czułam się najszczęśliwsza.
Odprowadzał mnie po każdym spotkaniu, czasem nawet po pracy. Nie przeszkadzało mi to, napawałam się każdą chwilą, którą spędzaliśmy razem.
Tak trwały miesiące, z każdym dniem nasz związek się tylko wzmacniał. Amanda już nie wspominała o Severusie, a ja nawet o nim nie myślałam.
Równy rok od dnia, w którym rozpoczął się nasz związek, Pablo zabrał mnie do swoich rodziców do Ameryki. Jak tylko przekroczyłam próg domu, jego mama stała z otwartymi ramionami.
-Maddie, jak miło cię w końcu poznać! - przytuliła mnie mocno i po chwili odsunęła się, by mnie dokładnie zilustrować.
-Jesteś tak śliczna jak Pablo mi opowiadał - puściła do mnie oczko z uśmiechem.
Była to kobieta w moim wzroście, miała czarne, sięgające do pasa włosy, i uśmiech Anioła, mimo potwierdzających jej wiek zmarszczek. Była tak chuda, że miałam wrażenie jakby nawet najlżejszy wiatr mógł ją zwalić z nóg.
Zaprowadziła mnie do salonu, gdzie siedział ojciec Pablo. Zerwał się z fotela i podszedł do mnie. Podał mi dłoń w milczeniu. Uścisnęłam ją.
-Miło mi pana poznać.
Kiwnął głową i usiadł z powrotem na fotelu. Pablo zabrał mnie na taras.
-Mówiłem ci, że mój ojciec nie lubi moich dziewczyn - pokręcił głową - uważa, że to kobiety sprawiły, że nie zostałem lekarzem jak on.
Pablo zaśmiał się.
-Jednak powiedziałem mu, że nie ma co marzyć o mojej karierze.
-I co zrobił?
-A co mógł zrobić? Wyjechałem spełniać marzenia, nie miał nic do gadania.
Obejrzał się i spojrzał przez okno na ojca, który siedział wpatrzony w jakiś obraz.
-To twoje dzieło?
Kiwnął głową.
-Dałem mu to na dzień ojca.
-Powiesił to w salonie, czyli jednak coś to dla niego znaczy.
-Podejrzewam tu interwencję mamy.
Westchnęłam. W tym momencie usłyszeliśmy jak pani Ramirez woła syna. Wstał, pocałował mnie w czoło i wszedł do domu. Rozejrzałam się. Gdy tylko przejechaliśmy przez osiedle, czułam, że to nie jest życie rodziny, w jakim dorastałam ja. W życiu nie byłam na tak bogatym osiedlu. Kiedy zatrzymaliśmy się przed domem jego rodziców, zaparło mi dech w piersi. Była to typowa amerykańska willa. Przechodząc przez próg, wiedziałam, że będę musiała się postarać, żeby zaimponować rodzinie "na poziomie". Dawno się tak nie bałam jak wtedy. Jednak przy pierwszym spotkaniu mamy Pablo cały strach zniknął. Gorzej z ojcem, jednak starałam się tym nie przejmować.
Ogród był zadbany, pełen kolorowych kwiatów, po prostu śliczny. Uwielbiałam takie miejsca. Usiadłam na ławce na środku ogrodu, zamknęłam oczy i pozwoliłam sobie na chwilę totalnego odpoczynku.
Wieczorem Pablo zabrał mnie na lot balonem. Staliśmy tam objęci tylko we dwójkę i oglądaliśmy przepiękne widoki.
-Kocham cię - wyszeptalam i oparłam głowę o jego ramię.
-Maddie, spójrz na mnie.
Zdziwiona odwróciłam się do niego całym ciałem. On uklęknął przede mną. Zatkalam sobie usta dłonią - od razu wiedziałam co nastąpi.
Pablo wyjął z kieszeni pierścionek.
-Maddie, bałem się, że nikogo nie pokocham tak mocno jak Evy, jednak pojawiłaś się ty. Jesteś moim zbawieniem, uratowałaś mnie od wiecznej żałoby. Jestem pewien, że chcę spędzić z tobą resztę życia. Zostaniesz moją żoną?
Już otworzyłam usta by powiedzieć to jedno ważne słowo, byłam w nim zakochana tak mocno jak w Severusie, więc nie mieliśmy na co dłużej czekać.
Nagle usłyszałam szmer w głowie, i jakiś głos. Głos, który znałam tak dobrze jak swój, który kiedyś był dla mnie podporą w każdej ciężkiej chwili.
-Nie... Lily proszę nie... - wyszeptał Severus w mojej głowie.
-A niby co miało się stać?
-Zachowujesz się jakoś inaczej.
Machnęłam ręką.
-Wydaje ci się. Jestem tylko trochę przepracowana.
I więcej nie spytała.
Pablo przyszedł do restauracji dwa tygodnie po spotkaniu. Tego dnia miałam wyjątkowo mało ludzi do obsłużenia, więc gdy mnie poprosił, usiadłam z nim przy jednym ze stolików.
-Przepraszam cię za to co się stało pod koniec randki. Zareagowałem trochę agresywnie, ale to dlatego że trochę przeszedłem i strasznie się o ciebie bałem.
-Przecież nic mi się tu nie może stać, znam drogę do domu.
-Nie o to mi chodzi - westchnął i potarł czoło, usilnie się nad czymś zastanawiając. -Straciłem kiedyś kogoś bardzo mi bliskiego.
-Jeśli nie chcesz o tym mówić...
-Chcę - przerwał mi i rozejrzał się. -Ale nie tutaj. Pójdziemy na spacer jak skończysz pracę?
Zawahałam się. Spojrzałam w jego oczy, przepełnione bólem. Kiwnęłam głową.
Późnym wieczorem szliśmy przez pusty park, a ja słuchałam opowieści Pablo.
-Mam dwadzieścia pięć lat, to niedużo jak na kogoś, kto przeżył już małżeństwo... - przerwał i spojrzał na moją zdziwioną minę. -W liceum zakochałem się w najpiękniejszej dziewczynie na świecie. Ale była też wyjątkowo mądra i silna. Wychowywała się w sierocińcu, ale dla mnie to nie miało znaczenia. Chciałem jej pomóc, zaopiekować się nią, sprawić by poczuła się kochana.
Urwał i spojrzał przed siebie, wspominając. Milczałam.
-Kochałem ją najmocniej na świecie, a w końcu i ona pokochała mnie. Kiedy skończyliśmy szkołę, namowiłem ją na studia. Bała się, że nie da sobie rady, jednak się zgodziła. Była najlepsza w swojej grupie, dostawała najlepsze oceny. Byłem tak bardzo z niej dumny.
Głos mu się załamał. Przełknął z trudem ślinę i mówił dalej.
-Ja w tym czasie pracowałem, zarabiałem na dom. Kiedy mieliśmy dwadzieścia dwa lata, wzięliśmy ślub. Skromny, zaprosiliśmy tylko moich rodziców i znajomych z jej studiów. Nie miało dla nas znaczenia nic poza tym, że będziemy już oficjalnie małżeństwem. Rok temu w czerwcu, kiedy była tak blisko ukończenia szkoły, wybraliśmy się na spacer, wieczorem.
Przerwał i usiadł na trawie, wpatrując się w niebo. Zrobiłam to samo.
-Nie chciała. Powtarzała, że chce się uczyć. Ale ją namowiłem. Poszliśmy do parku, chodziliśmy i wspominaliśmy stare czasy. Było ciepło i przyjemnie, czułem się niesamowicie szczęśliwy.
Pokręcił głową i spojrzał na mnie.
-Nagle o coś się pokłóciliśmy, już nawet nie pamiętam o co. Chciałem ją przeprosić, ale wyrwała się z mojego uścisku i pobiegła w stronę bocznych uliczek. Zniknęła za zakrętem, a ja pobiegłem za nią. Jednak nie mogłem jej znaleźć. Wróciłem do domu, wiedząc, że w końcu przyjdzie. Nie przyszła.
Po jego policzkach popłynęły łzy. Schował twarz w dłoniach.
-Co się stało? - spytałam cicho.
-Jej ciało znaleziono dwa dni później w lesie. Okazało się, że została zgwałcona i zamordowana chwilę potem.
Zatkałam sobie usta dłonią. Zamknęłam oczy, by nie dopuścić do wylewu łez. Po chwili je otworzyłam i spojrzałam na Pablo. Uniosłam jego głowę do góry, rozsunęłam jego dłonie i mocno go przytuliłam.
-Bardzo mi przykro - wyszeptałam.
Podniósł głowę. Już nie płakał.
-Mam nadzieję, że rozumiesz dlaczego nie chciałem puścić cię samej. Zależy mi na tobie. Po raz pierwszy zależy mi na kimś od czasu śmierci Evy.
Spojrzałam w jego zielone oczy.
-Nie chciałbym cię stracić.
-Nie stracisz - wyszeptałam i delikatnie go pocałowałam. Ten pocałunek przerodził się w bardziej namiętny. Zupełnie zapomniałam o tym co czułam ostatnimi czasy, czego się bałam. Wszystko zniknęło. Teraz czułam tylko miłosne uniesienie, szczęście z przebywania z Pablo. Nie chciałam by ta chwila się skończyła. Już nawet nie myślałam o Severusie. Liczył się Pablo, który o mnie dbał, przy którym czułam się najszczęśliwsza.
Odprowadzał mnie po każdym spotkaniu, czasem nawet po pracy. Nie przeszkadzało mi to, napawałam się każdą chwilą, którą spędzaliśmy razem.
Tak trwały miesiące, z każdym dniem nasz związek się tylko wzmacniał. Amanda już nie wspominała o Severusie, a ja nawet o nim nie myślałam.
Równy rok od dnia, w którym rozpoczął się nasz związek, Pablo zabrał mnie do swoich rodziców do Ameryki. Jak tylko przekroczyłam próg domu, jego mama stała z otwartymi ramionami.
-Maddie, jak miło cię w końcu poznać! - przytuliła mnie mocno i po chwili odsunęła się, by mnie dokładnie zilustrować.
-Jesteś tak śliczna jak Pablo mi opowiadał - puściła do mnie oczko z uśmiechem.
Była to kobieta w moim wzroście, miała czarne, sięgające do pasa włosy, i uśmiech Anioła, mimo potwierdzających jej wiek zmarszczek. Była tak chuda, że miałam wrażenie jakby nawet najlżejszy wiatr mógł ją zwalić z nóg.
Zaprowadziła mnie do salonu, gdzie siedział ojciec Pablo. Zerwał się z fotela i podszedł do mnie. Podał mi dłoń w milczeniu. Uścisnęłam ją.
-Miło mi pana poznać.
Kiwnął głową i usiadł z powrotem na fotelu. Pablo zabrał mnie na taras.
-Mówiłem ci, że mój ojciec nie lubi moich dziewczyn - pokręcił głową - uważa, że to kobiety sprawiły, że nie zostałem lekarzem jak on.
Pablo zaśmiał się.
-Jednak powiedziałem mu, że nie ma co marzyć o mojej karierze.
-I co zrobił?
-A co mógł zrobić? Wyjechałem spełniać marzenia, nie miał nic do gadania.
Obejrzał się i spojrzał przez okno na ojca, który siedział wpatrzony w jakiś obraz.
-To twoje dzieło?
Kiwnął głową.
-Dałem mu to na dzień ojca.
-Powiesił to w salonie, czyli jednak coś to dla niego znaczy.
-Podejrzewam tu interwencję mamy.
Westchnęłam. W tym momencie usłyszeliśmy jak pani Ramirez woła syna. Wstał, pocałował mnie w czoło i wszedł do domu. Rozejrzałam się. Gdy tylko przejechaliśmy przez osiedle, czułam, że to nie jest życie rodziny, w jakim dorastałam ja. W życiu nie byłam na tak bogatym osiedlu. Kiedy zatrzymaliśmy się przed domem jego rodziców, zaparło mi dech w piersi. Była to typowa amerykańska willa. Przechodząc przez próg, wiedziałam, że będę musiała się postarać, żeby zaimponować rodzinie "na poziomie". Dawno się tak nie bałam jak wtedy. Jednak przy pierwszym spotkaniu mamy Pablo cały strach zniknął. Gorzej z ojcem, jednak starałam się tym nie przejmować.
Ogród był zadbany, pełen kolorowych kwiatów, po prostu śliczny. Uwielbiałam takie miejsca. Usiadłam na ławce na środku ogrodu, zamknęłam oczy i pozwoliłam sobie na chwilę totalnego odpoczynku.
Wieczorem Pablo zabrał mnie na lot balonem. Staliśmy tam objęci tylko we dwójkę i oglądaliśmy przepiękne widoki.
-Kocham cię - wyszeptalam i oparłam głowę o jego ramię.
-Maddie, spójrz na mnie.
Zdziwiona odwróciłam się do niego całym ciałem. On uklęknął przede mną. Zatkalam sobie usta dłonią - od razu wiedziałam co nastąpi.
Pablo wyjął z kieszeni pierścionek.
-Maddie, bałem się, że nikogo nie pokocham tak mocno jak Evy, jednak pojawiłaś się ty. Jesteś moim zbawieniem, uratowałaś mnie od wiecznej żałoby. Jestem pewien, że chcę spędzić z tobą resztę życia. Zostaniesz moją żoną?
Już otworzyłam usta by powiedzieć to jedno ważne słowo, byłam w nim zakochana tak mocno jak w Severusie, więc nie mieliśmy na co dłużej czekać.
Nagle usłyszałam szmer w głowie, i jakiś głos. Głos, który znałam tak dobrze jak swój, który kiedyś był dla mnie podporą w każdej ciężkiej chwili.
-Nie... Lily proszę nie... - wyszeptał Severus w mojej głowie.
~*~
Cześć :3
Mamy rozdział siódmy. Nie jest tak ciekawy jak mi się wydawało kiedy tworzyłam go w głowie... jednak mam nadzieje, ze nikogo nie zawiodłam.
Ta końcówka, jest taka... taka dziwna nawet dla mnie, jednak wybrałam to, bo poczułam, że tak musi być i koniec. Nie wiem skąd to przekonanie.
Zapraszam do komentowania ;)
Mamy rozdział siódmy. Nie jest tak ciekawy jak mi się wydawało kiedy tworzyłam go w głowie... jednak mam nadzieje, ze nikogo nie zawiodłam.
Ta końcówka, jest taka... taka dziwna nawet dla mnie, jednak wybrałam to, bo poczułam, że tak musi być i koniec. Nie wiem skąd to przekonanie.
Zapraszam do komentowania ;)
Pozdrawiam, Nita
Niech Lily będzie z Pablo😥💃
OdpowiedzUsuńMam dziwne podejrzenie, że Pablo to Sev. Albo ktoś inny, ale Pablo to nie Pablo. Na 1000000000000% o jakiś zamaskowany śmierciożerca.
OdpowiedzUsuńUwilbiam Amandę *-*
Lily jest wyjątkowo zdatna. Ogólnie jej nie lubię. Ani w filmie ani w książce ani w blogach :/
Weny życzę i pozdrawiam. Aha, czy możesz mnie informować o nowych postch na twitterze?
Ściskam
@smallerthandot
Fajny blog *^*
OdpowiedzUsuńCzekam na nn ; )
Obiecałam szczegółową opinię, więc niech tak się stanie. Zacznę może od pozytywów - podoba mi się twój styl pisania. Co prawda wpadło kilka maluteńkich błędów, ale szczerze mówiąc giną w całości. Dobre jest połączenie Severus/Lily. Twój blog jest pierwszym z tego pairingu, jaki czytam.
OdpowiedzUsuńNie byłabym sobą, gdybym nie wytknęła kilku spraw, które mnie nieco... zdekoncentrowały. Wszystko dzieje się, jak dla mnie, zdecydowanie za szybko. W ciągu siedmiu rozdziałów opisałaś tyle wydarzeń, że to aż się wydaje nieco dziwne, jak na długość notek. Surrealistyczny wydał mi się również wątek przyjaźni z Amandą. Wybacz, ale gdyby kiedyś do mnie wpadała dosłownie znikąd jakaś dziewczyna, to na pewno nie zaproponowałabym jej od strzała wspólnego mieszkania, a już na sto procent nie ściskałabym jej, uradowana.
Pablo, jako taki, spodobał mi się, jednak niemalże od początku dość dosadnie sugerujesz jego powiązanie ze Śmierciożercami. Według mnie Lily, jako była dziewczyna jednego z sług Voldemorta, powinna nieco szybciej powiązać fakty. Minusem też jest opisanie ich wielkiej miłości. Przykro mi, ale nie kupuję tego, że na pierwszym spotkaniu dostał całusa w policzek, a już na trzecim w usta i wielka miłość.
Następnie w przeciągu dziesięciu sekund czytania przeskakujesz o kilka miesięcy do przodu. Mówiąc szczerze, pogubiłam się już. W jednej chwili 'stoi' przede mną wesoła rudowłosa, zakochana w Severusie, a w drugiej rockowa blondynka, która zaręcza się z Pablem. Wow, życie w pigułce.
Reasumując - baza jest świetna, bo piszesz dobrze, potrafisz to i da się wyczuć pasję, z jaką to robisz. Nie masz problemu z błędami, ani nic, a to się ceni. Sam pomysł jest dobry, chociaż słabo rozwinięty. 'Nieco' więcej opisów, mniejsze skoki w przyszłość, a każda notka miałaby co najmniej pięć stron w wordzie, a teraz nie komentowałabym rozdział siódmy, a siedemnasty.
Tak poza treścią, rozważyłabym na twoim miejscu dodanie jakiegoś szablonu. Jeśli chcesz, to pomogę ci w poszukiwaniach, tylko napisz na twitterze (@crxshpurdy/@damebiersack). Zmiana czcionki również byłaby dobrą decyzją. Kursywa jest przeważnie dedykowana cytatom, flashbackom i tym podobnym, a gdyby do tego literki byłyby o punkt większe - bomba!
Nie przejmuj się moją tyradą. Nie piszę tego w złej wierze, czy coś, ale lubię być szczera. Pisarz jest ze mnie przeciętny, ale krytyk wymagający. Mam nadzieję, że nie zlinczujesz mnie za ten 'krótki komentarz' :(
Całuję mocno,
Loca Zabb.
*niah, 'rozdziału siódmego, a siedemnasty'. Zaczynam swoje litania, a sama ich nie sprawdzam :/ I chyba trochę poplułam przecinkami. Ups.
UsuńA mi się standardowo podoba, ja chcę następny rozdział, pomijam już fakt że mi nie powiedziałaś o tym :D Weź już pisz cooś :D :D
OdpowiedzUsuńZakochałam sie w tym.
OdpowiedzUsuńNie żeby cos, ale odwołam sie także do komentarza Loca Zabb :)
Zgadzam się z nią w stu procentach. To co piszesz jest świetne, ale mało rozwinięte. Mówię ci to jako dziewczyna, która zaczęła 587235872538798698 opowiadań i żadnego nie skończyła xd Uczyłam się zazwyczaj na własnych błędach.
Rzeczywiście fajnie by było, gdybyś dodała jakiś szablon. Jak chcesz, to mogę ci taki skołowac bo trochę mi się nudzi, a zrobienie ci szablonu byłoby mega frajdą :)
Jakby co to pisz do mnie na tt (@cuddlewithyouxx)
Jeżeli chodzi o styl pisania. Jest dobry, nawet bardzo, bo gdybys przeczytała coś ode mnie to byś sie nie połapała xd Pomysł jest tak bardzo idealny, że normalnie rozpływam się przed ekranem jak czytam. Radze ci troche bardziej "kolorować" treść. Dodaj więcej opisów. Obojętnie czego, ale fajnie by było takie zobaczyć ;)
Przepraszam za tą króciutką wypowiedź, ale nie mogłam się oprzeć ;)
Pozdrawiam serdecznie i życzę moc weny ♥
K xx
A tak na marginesie to widzę dziwne powiązanie Pablo z Severusem. W moich zjebanych myślach jest coś takiego, ze to jedna osoba, ale poczekamy i zobaczymy :)
Usuń