środa, 16 lipca 2014

Rozdział VI

Kiedy wychodziłam z restauracji byłam pewna, że moja taksówka już czeka, jednak się przeliczyłam. Z tego co mówiła mi kucharka takie deszczowe dni zdarzały się w Hiszpanii bardzo rzadko. Kiedy to mówiła miała minę w stylu "kiedy byłaś daleko, deszcze również". Chociaż to może być tylko moje wyolbrzymienie. Lubię tę kobietę, jest dla mnie jak ciocia. Kiedy mam zły humor zawsze znajdzie sposób żeby mnie rozbawić. A kiedy zdarzy się dzień, że jest mało klientów to uczy mnie gotować. To niesamowite jak ciężko się to robi bez magii.
Zaśmiałam się pod nosem.
Tak więc, czekając na taksówkę, stałam w deszczu, już przemoknięta. Kiedy wsiadałam, taksówkarz mruknął pod nosem coś o mokrych siedzeniach, ale nie odezwał się do mnie całą drogę.
Wysiadłam pod domem Amandy, i kiedy upewniłam się, że nikt nie patrzy, jednym prostym zaklęciem wysuszyłam sobie ubrania. W progu powitał mnie zapach naleśników. Weszłam do kuchni i przytuliłam koleżankę.
-Mówiłam ci, że cię kocham?
Dziewczyna zaśmiała się.
-Nie podlizuj się tak.
Podczas obiadu opowiedziałam jej o zajściu w restauracji.
Amandzie zabłysły oczy.
-Randka?
Pokręciłam głową, przeżuwając ostatni kęs. Przed oczami stanął mi obraz przystojnego Hiszpana, w rozczochranych, czarnych włosach i błękitnych oczach. Jego piękny uśmiech...
-Raczej oprócz ciebie nie mam tu żadnych znajomych, także odbieram to jako szukanie przyjaciół.
Blondynka odłożyła widelec i spojrzała na mnie uważnie.
-A Severus?
Wstałam i skierowałam się w stronę zlewu.
-Jaki Severus?
Machnęłam różdżką i czyste już talerze same opadły na suszarkę. Szybko wyszłam z kuchni, czując na sobie krytyczne spojrzenie przyjaciółki.
Nadeszła sobota. Wstałam o ósmej i zaczęłam żałować że zgodziłam się na spotkanie. Nie dość że nie mam pojęcia kto to jest, to jeszcze nie ustaliliśmy gdzie się spotkamy. Przeklinałam się w duchu za swoją lekkomyślność. Jednak nie miałam wyjścia. Za dziesięć dziesiąta stałam przed wejściem do restauracji, wyglądając za Hiszpanem. Równo o dziesiątej wyszedł zza rogu z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Cześć.
Na widok jego radości aż sama się uśmiechnęłam. Od razu zwróciłam uwagę na to, że mimo upału ma ubraną koszulę z rękawami do nadgarstków.
Pomyślałam, że nie będę o to pytać. Co jeśli ma jakąś chorobę czy coś, i wyjdzie nietaktownie?
-Miło cię widzieć. Gdzie idziemy?
Kiwnął głową w stronę centrum. Poprawiłam okulary przeciw słoneczne i ruszyliśmy.
-Jestem Pablo. Poznam twoje imię?
Uniosłam brwi. W ostatniej chwili się powstrzymałam przed powiedzeniem "Lily". Przecież mam inną tożsamość...
-Maddie - przygryzłam dolną wargę, mając nadzieję, że nie zauważył mojego zawahania.
-Skąd jesteś?
-Z Anglii.
Uśmiechnął się z rozmarzeniem.
-Kocham ten kraj. Zawsze chciałem tam pojechać.
Coś w jego akcencie przestało mi pasować. Jeszcze kilka dni temu mówił łamanym angielskim, a teraz nie było po tym śladu.
Chodziliśmy po centrum, Pablo opowiadał mi różne ciekawe legendy, wygłupialiśmy się w budce do robienia zdjęć, aż w końcu usiedliśmy nad jeziorkiem. Odetchnęłam czystym powietrzem.
Z każdą godziną coraz swobodniej się przy  nim czułam. Zupełnie zapomniałam o moich wątpliwościach, oraz o tym jak krótko go znam. Miałam wrażenie, jakbym już kiedyś go spotkała.
Spojrzałam w błękitne niebo.
-Wspaniale się dziś bawiłam.
Uśmiechnął się i pogłaskał mnie po policzku.
-Cieszę się - zamilkł na chwilę - mogę liczyć na kolejne spotkanie?
Spojrzałam na niego i pocałowałam go w policzek. On założył mi kosmyk blond włosów za ucho i zaśmiał się.
-Odbieram to jako "tak".
Następne kilka dni to było dla mnie oczekiwanie na kolejne spotkanie. Byliśmy umówieni o 16 przy budce ze zdjęciami w piątek. Po pracy szybko skończyłam wziąć prysznic, zrobiłam makijaż i ubrałam się w moim starym stylu - czyli kolorowa bluzka, krótkie spodenki i trampki. Było za gorąco na inny zestaw. Kiedy zbiegałam po schodach, Amanda stała oparta o framugę.
-Nie podoba mi się ten gość.
Uniosłam zdziwiona brwi.
- A to dlaczego?
-Po prostu mam wrażenie, że coś jest z nim nie tak... - podeszła do mnie i spojrzała mi w oczy - to dziwne, że tamtego dnia zostawił kumpli i stwierdził, że cię zaprosił na randkę, do tego nagle zaczyna się posługiwać idealnym angielskim. Lily coś tu jest nie tak.
Przygryzlam dolną wargę, czując, że ma rację. Jednak pokreciłam głową.
-Może to tylko wrażenie.
Amanda westchnęła.
-Jak sobie chcesz.
Tego dnia zabrał mnie na piknik. Usiedliśmy na trawie i zaczęliśmy rozmowę. Opowiedział mi o swoim dzieciństwie w rodzinie zastępczej, w Anglii - to dlatego zna angielski. Przyjechał tu szukając swojej prawdziwej rodziny, i choć jej nie znalazł, to został.
Kiedy spytał mnie o moją przeszłość, na chwilę się zamysliłam. Co mam mu opowiedzieć?
W moim życiu od zawsze była magia. Opowiedziałam mu o życiu, jakie byłoby gdybym nie była czarownicą - w podstawówce pilna uczennica, w szkole średniej buntowniczka, a college skończyłam ze średnimi ocenami.
Byłam dobrym kłamcą, umiałam kłamać w żywe oczy od zawsze. Zawsze wydawało mi się to złe, teraz byłam sobie za to wdzięczna.
W pewnym momencie jakieś dziecko rzuciło piłkę, która spadła prosto na Pablo, delikatnie podsuwając do góry rękaw jego koszuli. Ujrzałam na jego skórze kawałek jakiegoś czarnego tatuaża. Zerwał się I zaczął krzyczeć na dziecko.
Wstałam i położyłam mu dłoń na ramieniu.
-Nic się przecież nie stało - powiedziałam cicho. Odetchnął i usiadł.
-Masz tatuaż?
Miałam dziwne przeczucie, że znam ten wzór. Co prawda nie widziałam go całego, jednak z czymś mi się kojarzył.
Pablo pokręcił głową.
-Wydawało ci się - powiedział chłodno - chodź, odprowadzę cię.
Zmarszczyłam czoło zupełnie zaskoczona jego zachowaniem. Nie chciałam żeby wiedział gdzie mieszkam, szczególnie po jego dzisiejszym zachowaniu. Powiedziałam mu, że muszę coś jeszcze załatwić na mieście, a on złapał mnie mocno za ramię.
- Odprowadzę cię.
Powiedział to stanowczo, jednak nie agresywnie. W jego oczach ujrzałam coś niepokojącego. Chcąc nie chcąc dałam się odprowadzić. Po powrocie nic nie opowiadałam Amandzie o końcu spotkania, tylko o tej przyjemnej części.
Zasnęłam z dziwnym poczuciem strachu.

~*~

a oto i rozdział VI!
Długo nie miałam na niego weny, wymyśliłam kilka wersji, jednak stanęło na tym. I wybaczcie błędy, piszę na telefonie.
Mam nadzieję, że Was nie zawiodłam. Nie chce od razu zdradzać kim jest Pablo, jednak musiałam zasiać trochę niepewności ;)
Dziękuję za wejścia, jest ich coraz więcej ^^
Śmiało możecie się ze mną kontaktować, wszystko jest w zakładce "Kontakt".
Pozdrawiam, Nita

3 komentarze:

  1. Bardzo mi się podoba ten rozdział. :D Ciekawi mnie ten Pablo. :D Nie mogę doczekać się następnego rozdziału. :D
    _________________________________

    http://podroz-do-idealnego-swiata.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetaśny rozdział,czekam i czekam na siódmy Juleczgo, i się chcę szybko doczekać, bo moje nowe Metro, co dziś przyszło, to książeczka na dwa dni ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy nowy rozdział? Jestem taka głodna dalszego ciągu, że nie usiedzę teraz spokojnie na tyłku XD

    OdpowiedzUsuń