-Sev - wyszeptałam wtulając twarz w jego tors. Poczułam jak jego silne ramiona otulają mnie delikatnie. Zamknęłam oczy oddając się rozkoszy jego bliskości. Staliśmy tak chwilę, aż Severus pocałował mnie w głowę. Uniosłam spojrzenie na jego twarz. Odkleiłam się od niego i spojrzałam w jego ciemne oczy.
-Skąd wiedziałeś, gdzie mnie szukać? - spytałam patrząc na niego bacznie.
Nie odpowiedział mi od razu. Wpatrywał się we mnie, choć nie umiałam z jego spojrzenia odczytać nic.
Wiatr zaczął mocniej wiać, i słońce schowało się za chmurami. Miałam na sobie zwykłą białą bluzkę na grubych ramiączkach, dlatego na skórze pojawiła mi się gęsia skórka. Pomyślałam, że może Severus chce wejść i porozmawiać, jednak nie mogłam mu na to pozwolić. Nie był to mój dom.
-Sev, to nie jest dobry moment. Pracuję. - powiedziałam cicho i spuściłam wzrok. On złapał mnie za dłoń i uśmiechnął się delikatnie.
-Wróciłem tu dla ciebie. Poczekam ile będzie trzeba. - nachylił się by pocałować mnie w policzek, spojrzał na mnie czule i zniknął.
Zacisnęłam dłoń w pięść i zamknęłam drzwi.
Wróciłam do kuchni, gdzie mała Luna wpatrywała się we mnie wielkimi, niebieskimi oczami. Wyglądała, jakby słyszała i rozumiała więcej, niż mogłam się spodziewać. Podeszłam do niej i wzięłam ją na ręce.
-No co? Nie było go tyle czasu, a ja mam tak po prostu znów w okół niego latać? - mruknęłam do niej, na co ona się uśmiechnęła. Uniosłam z powątpiewaniem brwi. -Pewnie gdybyś umiała mówić, rzuciłabyś jakąś mądrą radą. - zaśmiałam się poprawiłam opadające jej na oczy blond włosy. -Chodź, pobawimy się.
Z dziewczynką na rękach ruszyłam w stronę schodów. Weszłyśmy do jej sypialni i położyłam ją na dywaniku. Wyjęłam różdżkę i wyczarowałam małe iskierki, na co Luna zaczęła klaskać w rączki. Złapała mnie za dłoń nakazując, bym zrobiła to jeszcze raz. Ku jej uciesze, powtórzyłam zabawę.
-Skąd wiedziałeś, gdzie mnie szukać? - spytałam patrząc na niego bacznie.
Nie odpowiedział mi od razu. Wpatrywał się we mnie, choć nie umiałam z jego spojrzenia odczytać nic.
Wiatr zaczął mocniej wiać, i słońce schowało się za chmurami. Miałam na sobie zwykłą białą bluzkę na grubych ramiączkach, dlatego na skórze pojawiła mi się gęsia skórka. Pomyślałam, że może Severus chce wejść i porozmawiać, jednak nie mogłam mu na to pozwolić. Nie był to mój dom.
-Sev, to nie jest dobry moment. Pracuję. - powiedziałam cicho i spuściłam wzrok. On złapał mnie za dłoń i uśmiechnął się delikatnie.
-Wróciłem tu dla ciebie. Poczekam ile będzie trzeba. - nachylił się by pocałować mnie w policzek, spojrzał na mnie czule i zniknął.
Zacisnęłam dłoń w pięść i zamknęłam drzwi.
Wróciłam do kuchni, gdzie mała Luna wpatrywała się we mnie wielkimi, niebieskimi oczami. Wyglądała, jakby słyszała i rozumiała więcej, niż mogłam się spodziewać. Podeszłam do niej i wzięłam ją na ręce.
-No co? Nie było go tyle czasu, a ja mam tak po prostu znów w okół niego latać? - mruknęłam do niej, na co ona się uśmiechnęła. Uniosłam z powątpiewaniem brwi. -Pewnie gdybyś umiała mówić, rzuciłabyś jakąś mądrą radą. - zaśmiałam się poprawiłam opadające jej na oczy blond włosy. -Chodź, pobawimy się.
Z dziewczynką na rękach ruszyłam w stronę schodów. Weszłyśmy do jej sypialni i położyłam ją na dywaniku. Wyjęłam różdżkę i wyczarowałam małe iskierki, na co Luna zaczęła klaskać w rączki. Złapała mnie za dłoń nakazując, bym zrobiła to jeszcze raz. Ku jej uciesze, powtórzyłam zabawę.
Tak minął tydzień, i w piątek wieczorem, gdy pani Lovegood wróciła, spakowałam swoje torby i wyruszyłam do swojego mieszkania. Siedząc w autobusie zastanawiałam się nad tym, co mnie tam czeka. Byłam pewna, że Severus jest gdzieś tam, i wypatruje mnie z okolicy mojego domu. Minęła godzina i wjechaliśmy do mojego miasta. Jeszcze chwila, i znów ujrzę to miejsce, które zwykle zamieszkuję sama. Które przypomina mi o tym, że jestem sama i nie mam nikogo. Zaczęło się robić ciemno, i przez to niewiele widziałam. Do domu dotarłam z pamięci, nie raz wpadając na hydranty i kosze na śmieci. Otworzyłam drzwi i zaświeciłam światło. Stałam nasłuchując, czy nie ma nikogo, choć myślałam o Severusie. Jednak nic nie usłyszałam, dlatego zamknęłam drzwi i odstawiłam walizki do saloniku. Usiadłam na kanapie oddychając głęboko. Miałam dość dzisiejszych rozmyślań. Wstałam, wyjęłam piżamę i przybory do kąpieli i ruszyłam w stronę łazienki. Gdy zeszłam do salonu po walizki, miałam na sobie moją standardową piżamę: turkusowe krótkie spodenki i za dużą koszulę z flagą Wielkiej Brytanii. Włosy miałam mokre i mocno rozczochrane, bo nie mogłam znaleźć mojej szczotki. Nagle coś poruszyło się za oknem. Zamarłam nasłuchując. Zaklęciem zgasiłam światło i wyjrzałam za okno. Mijały minuty i nic się nie działo.
-Spokojnie, to tylko wyobraźnia. - wyszeptałam do siebie i zapaliłam światło. Z walizką ruszyłam do korytarzyka i nagle drzwi otworzyły się z hukiem wypadając z zawiasów. Krzyknęłam i cofnęłam się do tyłu, a różdżka potoczyła się pod komodę. W progu stało dwóch czarodziei w czarnych, długich szatach. Na twarzy mieli białe maski i kaptury zarzucone na głowy. Zaczęłam uciekać i gdy wpadłam do kuchni poczułam jak moje ciało drętwieje i upadłam na podłogę. Jedyne co mogłam robić to patrzeć. Nad sobą ujrzałam tych dwóch ludzi w maskach. Zaczęli się śmiać. Podnieśli mnie i sprawdzili, że nie mam przy sobie różdżki. Nagle przed oczami zniknęło mi moje mieszkanie i pojawiła się czerń, a zaraz po niej jasne, zaniedbane pomieszczenie. Czarodzieje rzucili mnie pod ścianę i związali ręce i nogi. Moje ciało przestało ulegać zaklęciu drętwoty, jednak zawiązane kończyny uniemożliwiły mi ucieczkę. Nie szamotałam się, wiedziałam, że właśnie tego chcą moi porywacze. Patrzyłam na nich nienawistnym spojrzeniem, a oni się śmiali.
-Twój kochaś nie spodziewał się, że to będzie jego karą. - powiedział jeden z nich niskim i ochrypłym głosem. Po chwili oboje wybuchnęli śmiechem.
-Nie deportuj się, takim szaraczkom jak ty, się to nie uda. - dodał drugi. - Jeśli twój kochanek zrobi to co chcemy, będziesz wolna.
Na te słowa zamienili się w czarny dym i wylecieli przez ścianę.
Rozejrzałam się. W pomieszczeniu nie było okien, drzwi ani niczego, przez co mogłabym uciec. Teleportacja mi nie wyszła, a uwolnić dłoni czy kostek nie byłam w stanie.
Ściany były stare, obdarte i widać było czerwone cegły. Po niektórych spływał jakiś zielony płyn. Żołądek podszedł mi do gardła.
Oparłam się o tą najczystszą ścianę i zamknęłam oczy.
Jestem zgubiona.
~*~
-Spokojnie, to tylko wyobraźnia. - wyszeptałam do siebie i zapaliłam światło. Z walizką ruszyłam do korytarzyka i nagle drzwi otworzyły się z hukiem wypadając z zawiasów. Krzyknęłam i cofnęłam się do tyłu, a różdżka potoczyła się pod komodę. W progu stało dwóch czarodziei w czarnych, długich szatach. Na twarzy mieli białe maski i kaptury zarzucone na głowy. Zaczęłam uciekać i gdy wpadłam do kuchni poczułam jak moje ciało drętwieje i upadłam na podłogę. Jedyne co mogłam robić to patrzeć. Nad sobą ujrzałam tych dwóch ludzi w maskach. Zaczęli się śmiać. Podnieśli mnie i sprawdzili, że nie mam przy sobie różdżki. Nagle przed oczami zniknęło mi moje mieszkanie i pojawiła się czerń, a zaraz po niej jasne, zaniedbane pomieszczenie. Czarodzieje rzucili mnie pod ścianę i związali ręce i nogi. Moje ciało przestało ulegać zaklęciu drętwoty, jednak zawiązane kończyny uniemożliwiły mi ucieczkę. Nie szamotałam się, wiedziałam, że właśnie tego chcą moi porywacze. Patrzyłam na nich nienawistnym spojrzeniem, a oni się śmiali.
-Twój kochaś nie spodziewał się, że to będzie jego karą. - powiedział jeden z nich niskim i ochrypłym głosem. Po chwili oboje wybuchnęli śmiechem.
-Nie deportuj się, takim szaraczkom jak ty, się to nie uda. - dodał drugi. - Jeśli twój kochanek zrobi to co chcemy, będziesz wolna.
Na te słowa zamienili się w czarny dym i wylecieli przez ścianę.
Rozejrzałam się. W pomieszczeniu nie było okien, drzwi ani niczego, przez co mogłabym uciec. Teleportacja mi nie wyszła, a uwolnić dłoni czy kostek nie byłam w stanie.
Ściany były stare, obdarte i widać było czerwone cegły. Po niektórych spływał jakiś zielony płyn. Żołądek podszedł mi do gardła.
Oparłam się o tą najczystszą ścianę i zamknęłam oczy.
Jestem zgubiona.
~*~
Mamy rozdział II! Na pomysł porwania wpadłam w trakcie pisania go ;) Co o tym myślicie?
Chcę baardzo ciepło podziękować za te cztery komentarze! Od razu milej mi się zrobiło i szybciej napisałam ten rozdział.
Dziękuję również za 211 wejść. Cieszę się, że wchodzicie i czytacie :>
Przypominam że TUTAJ możecie znaleźć kontakt do mnie.
Chcę baardzo ciepło podziękować za te cztery komentarze! Od razu milej mi się zrobiło i szybciej napisałam ten rozdział.
Dziękuję również za 211 wejść. Cieszę się, że wchodzicie i czytacie :>
Przypominam że TUTAJ możecie znaleźć kontakt do mnie.
Pozdrawiam, Nita
OMG *.* Booskiieeeee! ;D To pierwszy blog o Harry'm P. jaki czytam i stwierdzam,że jest mega,ciągle się coś dzieję i mnie coraz bardziej zaskakujesz.<3 Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału<3 Przepraszam kochanie,że napisze z tw. google,ale akurat na nim jestem teraz zalogowana,więc dla jasności... komentarza dodaję ja a nie Nita ;)x
OdpowiedzUsuńCałuję xoxo
Caroo
Wow!! Bardzo lubię fanfiki w których, Lily jest porywana (w większości potem Severus ją ratuje, co bardzo mi się podoba więc jeśli u ciebie też tak będzie to się nie obraże XD) Tak więc twoje opowiadanie coraz bardziej mi się podoba i dlatego nie mogę się doczekać następmego rozdziału ;) Życzę weny =)
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńWOW.! Bardzo podoba mi się motyw z porwaniem. :D mam nadzieję, że nic się jej nie stanie. :D Rozdziały trochę krótkie, ale i tak bardzo mi się podoba twój blog. :D Nie ma literówek ani innych błędów i treść jest ciekawa więc bardzo dobrze się czyta. :D czekam na następny rozdział. :D
OdpowiedzUsuń