sobota, 27 lipca 2013

Rozdział I

Usiadłam na kanapie i wzięłam do ręki Prorok Codzienny. Przejrzałam na szybko oferty pracy i spośród pięciu jedna rzuciła mi się w oczy: Veronica Lovegood potrzebowała stałej opiekunki do swojej córki Luny. To było pierwsze takie zgłoszenie od czasu, kiedy "era Voldemorta" się skończyła. Harry Potter, chłopiec, który pokonał Czarnego Pana, miał już trzy lata. Mary i James, jego rodzice, aktualnie byli martwi. Żałowałam ich śmierci, i przepłakałam nie jedną noc. Potterowie byli moimi przyjaciółmi, a to wszystko dzięki Mary. Teraz siedziałam w swoim mieszkaniu i szukałam pracy, która miała mnie utrzymać. Pokręciłam głową w zamyśleniu... Co ja zrobiłam ze swoim życiem? Odrzuciłam posadę nauczycielki Eliksirów, choć nieźle bym na tym wyszła. Wolałam uciec od Hogwartu, i wspomnień które raniły moje serce.
Ostatniego dnia szkoły, gdy byliśmy gotowi wejść w dorosły świat, Severus zrobił coś, czego nigdy nie zapomnę. Usiadł na przeciwko mnie, kiedy spędzałam ten ciepły dzień na błoniach. Spojrzał mi w oczy, a jego brązowe tęczówki wyrażały smutek i ból. Wtedy wiedziałam, do czego zmierza.
Zostawił mnie. Nie dla innej dziewczyny, on nie był tym typem chłopaka. Odszedł, bo chciał służyć Voldemortowi, i tłumaczył mi, że przez związek z nim nie będę bezpieczna.
Wtedy mnie to nie obchodziło, dziś zrozumiałam jego troskę. Jestem dwudziestoletnią singielką, i nie realizuję się ani zawodowo, ani towarzysko. Po prostu przeżywam każdy dzień tak samo, bez żadnych perspektyw.
Zapisałam adres Lovegoodów, złapałam torebkę i wyszłam z mieszkania. Nie mogłam się teleportować, większość ludzi wciąż nie ściągnęło barier ochraniających domy. Wsiadłam do Błędnego Rycerza, i po dwóch godzinach byłam na miejscu.
Dom był niesamowicie... dziwny. Wyglądał jak ogromny cylinder. Przysięgłam sobie, że zachowam powagę, i ruszyłam w stronę wejścia. Zapukałam do drzwi i otworzyła mi śliczna, blond włosa kobieta. Wyglądała jak modelka, i od razu pożałowałam, że nie ubrałam się lepiej.
-Dzień dobry. - powiedziałam grzecznie. -Ja w sprawie pracy opiekunki.
Kobieta uśmiechnęła się przyjaźnie i wpuściła mnie do środka.
Od razu znalazłyśmy się w salonie. Zagracony był figurkami, papierami i ozdobami przedstawiającymi różne miejsca świata. Zachęcona gestem kobiety, usiadłam na kanapie.
-Jestem Veronica Lovegood.
-Lily Evans. - odpowiedziałam ściskając jej dłoń.
-Mój mąż, Ksenofilius, musi na miesiąc wyjechać, w służbowych sprawach, a ja sama codziennie pracuję. Potrzebuję kogoś, kto w dzień zajmie się moją dwuletnią Lunką.
Poprawiłam opadające mi na czoło rude kosmyki włosów.
-Jestem wolna całe dnie, ale mieszkam dwie godziny stąd. - wyznałam i od razu poczułam, że nie mam szans.
-To nic. - kobieta machnęła ręką i zaśmiała się słodko. -Mamy wolny pokój. Weekendy są dla ciebie wolne, a po miesiącu wróci mój mąż, który pracuje w domu.
-Rozumiem - powiedziałam i pomyślałam, że za miesiąc bycia opiekunką, niewiele sobie zarobię. Jednak lepsze to niż obsługiwanie stolików w restauracji.
Załatwiłam z panią Lovegood potrzebne formalności i pojechałam do swojego mieszkania po swoje rzeczy. Niewiele miałam do zabrania, dlatego znów spakowałam się do autobusu z torbą i walizką.
~***~
Wtorek, czyli następny dzień, od kiedy dostałam pracę. Pani Lovegood już zdążyła wyjść do pracy, a ja siedziałam od ósmej w salonie czekając, aż moja podopieczna się obudzi. Gdy wybiła dziewiąta, z pokoju u góry usłyszałam słodki śmiech. Wstałam i ruszyłam w jego stronę. Jak zajrzałam do pomieszczenia, w kojcu ujrzałam małą, blondwłosą dziewczynkę, która siedziała i bawiła się lalką, co chwilę wybuchając śmiechem. Kiedy dziewczynka usłyszała otwierane drzwi, obejrzała się. Na mój widok złapała się barierki i uśmiechnęła szeroko. Podeszłam do niej i wzięłam ją na ręce.
-Cześć Luna. Jesteś głodna? - spytałam i zeszłam z nią do kuchni.
Posadziłam ją w krzesełku i po pięciu minutach podałam jej śniadanie. Wtedy usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Siedź tu grzecznie. - rzuciłam do blondynki i podeszłam do drzwi.
Osoba, którą ujrzałam w drzwiach, była ostatnią, jaką spodziewałam się tu spotkać. Ba! Jaką spodziewałam się spotkać kiedykolwiek i gdziekolwiek.
Czarnowłosy, blady z worami pod oczami, Severus Snape stał w progu i patrzył na mnie z tęsknotą i bólem, które widziałam tamtego pamiętnego dnia, na hogwardzkich błoniach.
-Lily... - wyszeptał, a ja poczułam się jak we śnie. Jednym z tych, w którym znów jesteśmy razem. -Lily... - powtórzył i pozwolił, bym padła mu w ramiona.

~*~

Witajcie Potteromaniacy!
Mamy rozdział I, podoba się? Trochę ciężko mi się pisało, muszę to przyznać, ale mam wielką nadzieję, że Was nie zawiodłam.
Bardzo dziękuję za trzy komentarze! Nie spodziewałam się tego, naprawdę, jeszcze nigdy nie miałam aż trzech w prologu :>
Nie wiem z jakim tempem będę dodawała kolejne rozdziały, ale im więcej komentarzy, tym większa motywacja.
TUTAJ możecie dodać swoje linki z blogami

TUTAJ widnieje kontakt, dzięki któremu mnie złapiecie :>

Pozdrawiam, Nita

6 komentarzy:

  1. wow.! Totalnie się tego nie spodziewałam.! Pozytywne zaskoczenie. :D Po przeczytaniu prologu sądziłam, że będzie to blog o szkole ale ta wersja też wydaję się ciekawa. Powodzenia w pisaniu. :D czeeekaam na następne.! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem bardzo ciekawa co będzie dalej, czekam i motywuje :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szczerze to nie spodzieawałam się takiego obrotu sprawy, ale jak narazie to jestem zaskoczona bardzo pozytywnie =) Podoba mi się tutaj bardzo wątek rodziny Luny i mam nadzieję że o nich też coś w następnych rozdziałach będzie (a mam nadzieję że rozdziałów będzie jeszcze sporo ;) ) a jak ich nie będzie to trudno, najważniejsze aby byli Lily i Severus =D Życzę Ci szybkiego pisania II rozdziału na który czekam z niecierpliwością ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne :) Naprawdę wciąga! Będę zaglądać! ~Myś.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wieże,że ktoś kocha Snapego i tym kimś jest Lily :) pomysł mnie zwalił z krzesła :) podoba mi się

    OdpowiedzUsuń